Eliza Loska, była Alexa Mila, amatorska piosenkarka i autorka tekstów, ostatnio znana jako zazdrośnica i największa zrzęda wśród nastolatek. Zgodziła się odpowiedzieć nam na parę pytań...
GAZETA: Witaj, Elizo. Jak się masz?
ELIZA: Dobrze, w miarę dobrze. Jeżeli chodzi o stan fizyczny, to czuję się wspaniale, ostatnio schudłam [śmiech]. Ale psychikę to mam uszkodzoną...
G: Przez Alexa?
E: Oczywiście, a przez kogo? Wciąż nie mogę dojść do siebie po tym, co mi zrobił.
G: Czyli co?
E: Uwiódł, oszukał, porzucił i jeszcze się ze mnie co krok naśmiewa. Kto by po takim czymś czuł się dobrze?
G: Widać bardzo go kochałaś, skoro tak to przeżywasz...
E: [zamyśla się]... Słucham? Ja? Kochałam go? A co Ty myslisz? Nie byłabym z nim, gdybym go nie kochała! [widać łzę w oku, która jednak szybko znika]
G: Wiele osób sądziło, że byłaś z nim dla sławy, aby rozkręcić...
E: [przerywa dokończenie pytania i wybucha] Niedoczekanie! Nigdy w życiu! Przestańcie wymyślać takie głupoty, jeżeli chcę coś osiągnąć TO ZROBIĘ TO SAMA! Wierzę w siebie!
G: [ostrożnie] Spokojnie, spokojnie... To tylko słuchy...
E: Już tyle się ich nasłuchałam, że płakać się chce [prawie płacze]
G: Spokojnie [pociesza].
E: Już dobrze. Ma pan jakieś jeszcze pytania, czy mogę już iść?
G: Nie może pani, mam jeszcze parę pytań. Czy pytanie o to, czy chce pani wrócic do Alexa będzie trudnym pytaniem?
E: Nie, ponieważ odpowiedź na nie jest prosta. NIE. Po tym co mi zrobił?
G: W takim razie odpowie pani na pytanie, jak pani się czuje, widząc go z inną?
E: Z kim? Z nikim go nie widziałam, on nie ma dziewczyny, tylko udaje, że ma czy coś... Jakieś piosenki pisze, nie wiem, kto mu uwierzy...
G: Podobno widziano go w bibliotece z Alex...
E: ... Bowie! Chyba że chodzi ci o tą wieśniaczkę. Jej nie brałam pod uwagę, bo to nie dziewczyna, tylko wieścniaczka, pod tym brudem swoim i szmatami zakrywa swoje wszystkie znaki kobiecości. Jeżeli Alex ma ochotę dostać kiły, AIDS albo innego świństwa, to niech przeleci ją przy lepszej okazji. Nawet gdyby ją zgwałcił ona by nikomu nie powiedziała, bo to tchórz. I ona lubi jak się ją gwałci. [świetnie się bawi przy nagadywaniu na koleżankę z liceum].
G: Czy pani nie lubi jej ze względu na to, że podoba się Alexowi?
E: Nigdy jej nie lubiłam...
G: W szkole podobno się nawet kolegowałyście...
E: Co? Nie przypominam sobie...
G: A jednak.
E: Nie chcę o niej gadać, niedobrze mi się od tego robi...
G: W takim razie ostatnie pytanie: czy zamierza pani wydać własną płytę? Jeżeli tak to kiedy to będzie?
E: Mam zamiar i to poważny. Nie wiem kiedy, jestem perfekcjonistką, wolę mieć dopięte wszystko na ostatni guzik, niż potem żałować, że coś jest zrobione byle jak. Chcę, żeby spodobała się ludziom, żeby jej słuchali, potem żeby chodzili na koncerty i kupowali kolejne płyty, o ile takie będą.
G: W takim razie dowidzenia i miłego wieczoru!
E: Nie spyta się mnie pan o piosenki, o czym będą...?
G: Nie.
E: Phy. Do widzenia... [odchodzi zawiedziona].
Jak widzimy, Eliza wciąż czuje coś do Alexa, mimo, że temu zaprzecza, kiedy jest mowa o jego kolejnych dziewczynach, Eliza zaczyna mówić głośno i mimo woli używać wyrazy, które w jej ustach brzmią dziwnie i nadmiar wulgarnie. Chętnie rozmawia o swojej karierze, chcę wydać płytę, która najlepiej, aby stała się bestsellerem. Czy mówi to, aby 'dokopać' byłemu, którego zespół ostatnio stoi w kropce i nie posuwa się naprzód? Czy chce pokazać, że jest lepszą piosenkarką od niego i że dobrze jej się żyje bez niego? Kiepsko jej to wychodzi...
poniedziałek, 30 lipca 2012
Pierwsza ofiara upałów!
Niestety, mamy pierwszą poważną ofiarę prażącego słońca, które od wczoraj świeci nieprzerwanie nad Bywater. Jest nią Jordan Morgan, 69-letni naukowiec, laureat Nagrody Dumla w dziedzinie badań nad antymaterią w 1997, duma Bywater. "To wielki dla nas szok, był szanowaną osobą, pełną poczucia humoru, sam zanałem go prywatnie, był naprawdę miłym, inteligentnym człowiekiem" - wspomina pan Zap, burmistrz Bywater. Jordan Morgan początkowo nauczał w Liceum Bywater, po czym dostał posadę na Politechnice Bywater, gdzie prowadził badania nad antymaterią oraz zajmował się innymi dziedzinamy związanymi z fizyką i chemią. Studenci bardzo go lubili, często zostawali na zajęciach pozalekcyjnych, aby porozmawiać z profesorem Morganem o nauce, przyszłości... "To, co zrobił dla Bywater, dla rozwoju nauki i oświaty jest nie... eh, brakuje mi słowa... (popłynęły łzy), przepraszam, to naprawdę mną wstrząsnęło (reporter podaje chustkę)... o dziękuję panu (odgłosy smarkania). Już, mogę mówić dalej. Na czym stanęłam...? (reporter przypomina)... Aha. Dziękuję. Profesor Morgan był naprawdę wielkim człowiekiem, swoją pasją do nauki potrafił zarazić każdego, kto chociaż chwilę dłużej z nim przebywał. Pamiętam, jak na dniach otwartych PB (politechniki Bywater), profesor zorganizował niesamowity pokaz dotyczący promieniotwórczości... To jedno z niewielu dowodów o jego świetnym stosunku do młodzieży... To był człowiek niezastąpiony. Drugiego takiego nie będzie...." - mówi rektorka na PB, profesor Angela Bowie. "To wielka tragedia i niesprawiedliwość losu, że tak wielki człowiek zmarł w tak... że się wyrażę... beznadziejny sposób, w tak młodym wieku. Przecież mógł tyle jeszcze dokonać...." - mówi Brenda, jego koleżanka z lat szkolnych. Cóż, za dwa dni odbędzie się pogrzeb razem z żałobnym pochodem, w którym ma wziąść udział ponad 1/4 miasta (to bardzo dużo), który zorganizuje burmistrz, ale teraz... Życie toczy się dalej. "Przypomninamy wszystkim letnikom i nie tylko, aby w upalne dni pamiętać o ochronie skóry kremami z filtrami UV oraz o noszeniu okularów przeciwsłonecznych i kapeluszy. To bardzo ważne" - mówi pielęgniarka Szpitala Bywater, Mania. "Ważne jest też, aby zawsze mieć przy sobie butelkę wody" - dodaje. Weterynarze przestrzegają także, aby dbać o zwierzęta. "Nie powinno się zabierać zwierząt na zbyt długie i męczące wyprawy w upały, a tym bardziej zamykać ich w samochodzie, nawet przy otwartym oknie. Należy też mieć przy sobie małą miseczkę, aby dać zwierzęciu pić, kiedy będzie tego potzrebowało." - zaleca weterynarz, pan Teodor Van.
Etykiety:
Angela Bowie,
Brenda Ski,
Jordan Morgan,
Joseph Zap,
liceum Bywater,
Nagroda Dumla,
politechnika Bywater,
siostra Mania,
szpital Bywater,
Teodor Van
Niebezpieczny pies
"Prosimy nie wpadać w panikę! Dla bezpieczeństwa najlepiej jest nie wychodzić samemu z domu w nocnych godzinach, a jeżeli już istnieje taka konieczność, radzimy brać ze sobą jakąś broń" - apeluje zastępca komendanta, Oleg Siejgiejow. Zwierze jest bardzo niebezpieczne, do tej pory zraniło ponad 13 psów i kotów, na ulicach widać również świeże szczątki szczurów i gołębi, które prawdopodobnie zwierzę upolowało. Skąd wiadomo, że to pies? "Widać to po śladach oraz odgłosach, jakie wydaje. Takie warczenie jest typowe dla psów rasy owczarek niemiecki." - wyjaśnia myśliwy, pan Battery. Ze zwierzęciem jeszcze nikt nie spotkał się twarzą w twarz, jednak widziano go z okien mieszkań, domów lub samochodów. Szczególne ostrzeżenia kierowane są do biwakowiczów, aby zaopatrzyli się w broń palną, lub pobiwakowali w innym miejscu lub terminie. Policja Bywater wydała dekret zezwalający na posiadanie broni w celu własnej obrony. Oczywiste jest to, że aby ją dostać trzeba uzyskać specjalny certyfikat, który zdobywa się po płatnym, miesięcznym kursie który prowadzi policjant sierżant Volume. "Moim zadaniem jest szkolić dorosłych mężczyzn, zdarza się również, że kobiety też, no... I ten. Co ja mówiłem? A no tak, pamiętam. Czekaj. Okej. No i muszę ich szkolić. Co się gapisz, grzebienia nie widziałeś? No ja ci zaraz dam dla kobiet, brudasie, jeżeli masz dłuższe włosy to musisz o nie dbać, kawa mać! No, ja ci... Co? A no tak. Sory. No więc, moim zadaniem jest szkolenie dorosłych osób, muszą wiedzieć jak trzymać, jak ładować broń, jak jej używać, jak ją czyścić oraz jak się z nią ogólnie obchodzić. Nie będe ci mówił jak się z nią obchodzić, bo za to musisz mi zapłacić, kurs jest płatny, nie bądź taki sprytny, kawa... I już mi się nie chce z tobą gadać, idź spytaj się Olega, on wszystko wie...Co? A dobra. Dowidzenia." - przedstawia nam swoje zadanie sierżant Volume. Od zastępcy komenanta, Olega, dowiedzieliśmy się ponad to, o czym uprzejmie poinformował nas pan Volume, że nie każdy może podjąć się kursu o otrzymanie certyfikatu zezwalającego na posiadanie broni. Osoby notowane za agresywne zachowanie lub przemoc, osoby niesprawne fizycznie bądź umysłowo, osoby chore psychiczne itp. nie mogą otrzymać zgody na kurs, "choćby byli gotowi oddać nam cały swój majątek" - tłumaczy pan Siergiejow. Po chwili mówi do siebie szeptem, bo myśli, że tego nie słyszymy: "Chybaże Kevin da się przekupić, jak to on". Cóż, wiemy już, że dużo pieniędzy wystarczy, aby otrzmać zezwolenie na broń, niestety nie wiemy ile taka suma ma wynosić. Co jednak, gdy zwierze zostanie pojmane? Czy będzie nakaz, aby oddać broń? "Uważamy, że ludność Bywater jest na tyle odpowiedzialna, że można im zostawić niebezpieczne zabawki bez obaw, że się nimi zranią" - żartobliwie podsumował pan Siergiejow, po czym założył na głowę czapkę policyjną i myśląc, że jest się kul, odszedł, udając amerykańskiego kowboja, do gabinetu zastępcy komendanta.
Mecenas młodych talentów
Kto wiedział, że w Bywater jest wielki mecenas sztuki, zwłaszcza młodych artystów? chyba mało kto, jednak jak się okazuję, zacna pani mecenas (bo jest to kobieta) ma już całkiem sporą kolekcję wytworów młodych rąk Bywater: obrazy, rysunki, płyty, zdjęcia, rzeźby, nagrania, wiersze i krótkie opowiadania. Kto by pomyślał, że ktoś taki istnieje! Pani mecenas (niestety, nie pozwoliła nam na ujawnienie swoich danych osobowych) tłumaczy priorytet swojej działalności: "To ważne. Bardzo ważne, żeby młodzież się rozwijała. Yyyy. Poza tym podobają mi sie takie dzieła. Yyyyy! Mam już niezłą kolekcję. Kupując czy nabyyyyyyywając ich dzieła, wspomagam ich finansowo. Mam nadzieję, że dobrze to wyyyyykorzystają. Yyyyyy". Pani mecenas zdradza nam również, że gdy nazbiera więcej okazów, być może otworzy osobliwe muzeum w Bywater, z którego dochody będą po części przekazywane na rozwój talentów Bywater. Bardzo szlachetnie z jej strony! A kto się między innymi wlicza do tych 'Młodych Talentów Bywater", których dzieła pani mecenas chętnie kupuje? Spośród wielu, wymieniła Alex Bowie, Melody Coner, Niedźwiedziewa Gryzli, Cody'ego Kenta, Sally Might i wiele innych. "Najbardziej zależy mi na wsparciu tyyyyych biednych. Bo ich nie stać. Ci bogaci mają więcej możliwości, więc muszą zrobic coś extra, żebym ich dofinansowywała. Yyyyyy" - tłumaczy pani mecenas. Ciekawe, czy w Bywater znajdzie się więcej takich mecenasów...
Sanepid w 'Ulicy Sezamkowej'
Miał to być klub dla wtajemniczonych, dorosłych mężczyzn, klub ze striptizem i pokojami z jednym łóżkiem. Stał się jednak jedną z popularniejszych restauracji dla młodzieży (nie zważając na płeć), a także najbardziej porządanym miejscem na pracę wakacyjną dla studentów i licealistów. W dzień oblegane są stoliki, do których podawane jest (jak twierdzą stali klienci) "wyśmienite jedzenie" przez "sesowne kelnerki", wieczorem uwaga przenosi się zazwyczaj w stronę sceny, pośrodku której stoją rury, wysokie od sufitu do podłogi, każdy-wie-do-czego-służące. Bar czynny jest cały czas, i przez ten czas chyba nigdy nie był w zupełności pusty. Właściciel lokalu, Arnold 'niby-szwarceneger' Siergiejow dorobił się na nim niezłego majątku, a także sławy. Ulica Sezamkowa była akcją wielu skandali (a to dzieci w pokoju z dwuosobowym łóżkiem, a to kelnerka dostająca orgazmu w pracy z klientem, a to pobicie młodej dziewczyny przez ochroniarzy, którzy nie chcieli jej wpuścić, i tym podobne). Ostatnim, jak na razie aktualnym skandalem jest sanepid. Była pracowniczka, (brak zgody na podanie nazwiska) doniosła, że kuchnia jest utrzymywana w strasznym nieporządku, kucharze stosują zasadę 3 sekund nawet w wypadku sosów i napojów (jak je zbierają z podłogi na talerz tego już nam nie zdradziła), zdradziła również, że mięso jest nieświeże i przetrzymywane w "skandalicznych warunkach", a niektóre stare, nieużywane przetwory zaszły taką pleśnią, że "rzygać się chce". Szef SB (Sanepid Bywater), Gustav Belde, mówi: "Zeznania owej panny nie są zbyt wiarygodne, zapewne chciała zemścić się na swoim pracodawcy, jednak naszym obowiązkiem jest kontrola lokalu". Po chwili jednak zastrzega: "Jeżeli jednak doniesienia okażą się zupełnie, pozwoli pan, za wyrażenie, wyssane z palca, panienka będzie pociągnięta do odpowiedzialności karnej". Od zaprzyjaźnionego policjanta dowiedzieliśmy się, że za takie wykroczenie odpowiedzialność karna wynosi 5 zielonych. Z sanepidem nie ma żartów!
Liga mistrzów tuż-tuż!
Bywaterczycy czekali na TEN DZIEŃ od dawna! Nic tak nie podnosi pozomu adrenaliny jak porządny, emocjonujący mecz koszykówki naszych dwóch najlepszych drużyn: BC Lewa i Real Osiedle! Zawodnicy przygotowują się do sierpniowych rozgrywek już od wiosny, a mecze towarzyskie toczą się co tydzień w każdy czwartek na boisku niedaleko osiedla (wstęp wolny). Trener drużyny Lewej, który wielokrotnie poprowadził swoją brawurową taktyką drużynę BCL do zwycięztwa, Duke Ski mówi: "Tym razem zetrzemy te c***y na miazgę, k*wa! Nie będą mi tu do cholery jasnej kicać po boisku jakieś lalusie! Lewa ma moc i k*wa, my to wiemy i w m*rdę jeża fani to wiedzą i te mamisynki p*****lone też to wiedzą! Wygramy a oni przepadną z kretesem (splunął na ziemię, aby pokazać, z jakim kretesem przepadnie Osiedle i powtórzył), z kretesem, k*wa!". Natomiast trener RO jest pełen optymizmu, docenia przeciwnika, ale również zna zalety swojej drużyny. Jason Battery mówi: "Z wielkim szacunkiem doceniam przeciwnika, jest rzeczywiście godny walki. Jednak przygotowałem RO do walki jak nigdy przedtem, oprócz gry w kosza chodziliśmy wspólnie na siłownię i poleciłem zawodnikom uprawiać jogging. Raz w tygodniu, przeważnie w środy, przed meczami, mieliśmy godzinne spotkania na rozmowy, w czasie których starałem się podnieść ich na duchu i wzmocnić zespołową wspólnotę. Uważam, że integracja jest równie ważna jak treningi". Spytany o integrację zespołu Duke Ski mówi zniecierpliwiony: "Zasrana d*pa, a nie integracja. A po co komu jakaś integracja, co my, gimnazjalisci jestesmy, czy co? Boisko to dżungla, a Lewa to dzicz. Nie ma miejsca dla obcych". Mamy więc zupełnie inne strony: z jednej zwierzęca gra Lewej, a z drugiej zespołowa integracja Osiedla. Kto zwycięży? To jeszcze bardziej podsyca ciekawość fanów (i nie tylko!) koszykówki. Oprócz tego już zaczęły się zakłady, jeden z bukmacherów o pseudonimie Burek zdradza nam pewne szczegóły. "Ludzie stawiają dużo pieniędzy. Na Lewą dużo. Na Osiedle dużo. Na remis mało. Ale łącznie jest dużo." - po chwili dodaje: "Są też zakłady na najlepszego zawodnika, najwięcej głosów idzie na Frankiego i Zwierzaka. A z Osiedla raczej rzadko typują. Nie wiem czemu, skąd mam wiedzieć, nie zadawaj mi takich pytań..." (w tym momencie rozmówca zaczął płakać, więc zostawiliśmy go w spokoju. Co do braku zakładów na najlepszego zawodnika wśród Osiedla wysuwamy hipotezę, że lider zespołu, Arthur Battery, w czasie ostatniej ligii nabawił się kontuzji i prawdopodobnie nie będzie w stanie tak dobrze grać jak kiedyś, a inni zawodnicy nie są tak dobrzy, jak ta dwumetrowa wieża. Emocje są, drużyny pełne energii są, pozostaje tylko czekać do Mistrzostw Bywater!
Manifest (nie)tolerancyjny
Wraz ze zbliżającą się kampanią wyborczą, program Rosaliny DaCaprio nabiera tempa. Ostatnio, oprócz zaśmiecania ulic Bywater makulaturą z ulotek i przedłużania reklam poprzez emitowanie swojej 2-minutowej kampanii reklamowej, Rosalina wygłasza coraz więcej manifestów. Ostatni dotyczył zawierania małżeństw homosesualnych. Rosalina powiedziała stanowcze NIE dla tego typu związków. Wywołało to różnorakie reakcje wśród społeczności Bywater. Z ankiet wyborczych wynika, że taki program przypadł do gustu szczególnie ludziom powyżej 50-roku życia. Natiomiast ludzie młodzi byli strasznie oburzeni tego typu deklaracjom. "To skandal. Jak można ludziom odbierać wolną wolę? Nikt mi nie będzie mówił, kogo mam kochać, a kogo nie, z kim mogę brać ślub, a z kim nie" - bulwersuje się dla naszego reportera homosesualista, Adam. "Mam ją gdzieś" - mówi jego partner. Natomiast zwolennicy doktryny politycznej Rosaliny wykrzykują: "Precz lesbijki! Zapić getijusy! Żeby żyło nam się lepiej!". Po takich bluźnierczych słowach w trakcie manifestu wybuchły zamieszki na tle tolerancyjnym. Rosalina została przetrasportowana przez swoich ochroniarzy do swojej limuzyny i uciekła z miejsca akcji. Natomiast zamieszki trwały wciąz, mimo że ich przyczyna dała nogę. Nie obyło się bez zniszczeń (poprzewracane kosze na śmieci, zbite latarnie, połamane gałęzie drzew) i utrudnień w ruchu drogowym; były także ranni. Wśród nich przeważająca większość to młodzież (ludzie obserwujący wydarzenie z okien pobliskich bloków twierdzą, że młodzi ludzie nie posuwali się zbyt często do rękoczynów, ze względu na szacunek do ludzi starszych, natomiast 'mochery' i 'sztuczne szczęki' tłukli przeciwników Rosaliny torebkami i laskami, opluwali i wyzywali od bezbożników, grzeszników itp. Tym sposobem szpitalne łóżka zostały oblężone przez poobtłukiwaną opozycję Rosaliny, a zamieszki na tle tolerancyjnym pomału skierowały się na motyw religijny. Krytycy polityczni są zdania, że taki jest właśnie cel Rosaliny, a mianowicie pragnie ona poróżnić społeczeństwo Bywater, aby potem stanąć w roli sprawiedliwego sędziego, który pogodzi zwaśniony naród i zdobędzie sobie większe poparcie. Jak na razie, poparcie na razie się zmniejsza, a Rosalina traci na autorytecie wśród polityków. Czy jej kariera rzeczywiście dobiega końca?
Subskrybuj:
Posty (Atom)