Czyje? Oczywiście, że Mini Dokot - czy istnieje w Bywater osoba która bardziej od Mini lub zwracać na siebie uwagę? Chyba nie!
Mini Dokot i Paul Picker byli ze sobą już dość długo - około trzech lat, kiedy to na świat przyszło ich pierwsze dziecko - Bianka. Zaręczyny odbyły się chyba dość wcześnie, ale ze ślubem Mini zwlekała, ponieważ: "Chcę, aby Bianka była dość duża na naszym ślubie, aby mogła być druhną w ślicznej sukieneczce" - powiedziała kiedyś. Jak się okazało - to małe marzenie Mini się spełniło, ponieważ Bianka była druhną, w dodatku najpiękniejszą (bo innych nie było). Małej księżniczce towarzyszył jej najlepszy przyjaciel - Draco Markiz, co wzbudziło dość duże kontrowersje - wychowywany w trudnej rodzinie dzieciak z Lewej, a obok niego jaśniejąca we własnym blasku Bianka rozpieszczana przez matkę. No cóż. Jak Mini do tego dopuściła - nie wiadomo. W każdym razie obaj dzieciaki świetnie się w roli druhów bawiły.
To, że ślub był planowany od dawna, nie znaczy, że przebiegł zgodnie z tymi planami. Data ślubu została wybrana przez Mini natychniast, pod wpływem emocji, wszystko było przygotowane na ostatnią chwilę (fakt, że wszytsko było idealne i dopięte na ostatni guzik może oznaczać tylko jedno - ślub musiał kosztować Mini fortunę). Rodzina i bliscy otrzymali w dniu ślubu szybkie zaproszenia, a pozostali goście (czyli całe miasto) przyszło na wesele po zobaczeniu ogłoszeń rozrzuconych po ulicach.
Skąd ten nagły pośpiech?
Krążą plotki, że Mini i Paul mieli kryzys. Mini nagle zachciało się być jadną z członkiń klubu KSK i postanowiła sobie poromansować. Gdy Paul wrócił do domu, Mini zerwała z nim zaręczyny i wygoniła z domu. Paul zabrał swoje rzeczy, wsiadł do mini Mini i odjechał. Mini zadzwoniła na policję (nie wiadomo po co) i zaczęła panikować policjantom, żeby złapali Paula, bo ukradł jej samochód. Tym czasem Paul miał śmiertelny wypadek. Gdy karetka przyjechała na miejsce, Paul już nie żył. W szpitalu zmartwychwstał.
Mini wpadła w rozpacz, otruła się tabletkami i na oczach córeczki również umarła. W szpitalu również dzięki interwencji lekarzy zmartwychwstała.
W wyniku wypadku Paul stracił nogę i trochę pamięć. Zapomniał ostatnie wydarzenia - czyli kłótnie z Mini, własną śmierć... Gdy Mini doszła do siebie, szybko zorganizowała wesele, plany romansów i zdrad zupełnie wyleciały jej z głowy. Widocznie postanowiła poślubić Paula, póki jeszcze jest na to czas.
Wesele było pierwszej klasy. Wszyscy świetnie się bawili, piękna panna młoda przetańczyła całą noc, pan młody niestety przesiedział wesele na wózku inwalidzkim, ale chyba również dobrze się bawił.
Mini zmieniła się. Zaczęła kochać swojego męża.
Kiedyś Mini marzyła o gromadce dzieci - czy jej marzenie się spełni, czy jej niepełnosprawny mąż da rade zapłodnic jeszcze jakieś dziecko? Podobno, Mini już od jakiegoś czasu jest w ciąży....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital Bywater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital Bywater. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 marca 2013
poniedziałek, 30 lipca 2012
Pierwsza ofiara upałów!
Niestety, mamy pierwszą poważną ofiarę prażącego słońca, które od wczoraj świeci nieprzerwanie nad Bywater. Jest nią Jordan Morgan, 69-letni naukowiec, laureat Nagrody Dumla w dziedzinie badań nad antymaterią w 1997, duma Bywater. "To wielki dla nas szok, był szanowaną osobą, pełną poczucia humoru, sam zanałem go prywatnie, był naprawdę miłym, inteligentnym człowiekiem" - wspomina pan Zap, burmistrz Bywater. Jordan Morgan początkowo nauczał w Liceum Bywater, po czym dostał posadę na Politechnice Bywater, gdzie prowadził badania nad antymaterią oraz zajmował się innymi dziedzinamy związanymi z fizyką i chemią. Studenci bardzo go lubili, często zostawali na zajęciach pozalekcyjnych, aby porozmawiać z profesorem Morganem o nauce, przyszłości... "To, co zrobił dla Bywater, dla rozwoju nauki i oświaty jest nie... eh, brakuje mi słowa... (popłynęły łzy), przepraszam, to naprawdę mną wstrząsnęło (reporter podaje chustkę)... o dziękuję panu (odgłosy smarkania). Już, mogę mówić dalej. Na czym stanęłam...? (reporter przypomina)... Aha. Dziękuję. Profesor Morgan był naprawdę wielkim człowiekiem, swoją pasją do nauki potrafił zarazić każdego, kto chociaż chwilę dłużej z nim przebywał. Pamiętam, jak na dniach otwartych PB (politechniki Bywater), profesor zorganizował niesamowity pokaz dotyczący promieniotwórczości... To jedno z niewielu dowodów o jego świetnym stosunku do młodzieży... To był człowiek niezastąpiony. Drugiego takiego nie będzie...." - mówi rektorka na PB, profesor Angela Bowie. "To wielka tragedia i niesprawiedliwość losu, że tak wielki człowiek zmarł w tak... że się wyrażę... beznadziejny sposób, w tak młodym wieku. Przecież mógł tyle jeszcze dokonać...." - mówi Brenda, jego koleżanka z lat szkolnych. Cóż, za dwa dni odbędzie się pogrzeb razem z żałobnym pochodem, w którym ma wziąść udział ponad 1/4 miasta (to bardzo dużo), który zorganizuje burmistrz, ale teraz... Życie toczy się dalej. "Przypomninamy wszystkim letnikom i nie tylko, aby w upalne dni pamiętać o ochronie skóry kremami z filtrami UV oraz o noszeniu okularów przeciwsłonecznych i kapeluszy. To bardzo ważne" - mówi pielęgniarka Szpitala Bywater, Mania. "Ważne jest też, aby zawsze mieć przy sobie butelkę wody" - dodaje. Weterynarze przestrzegają także, aby dbać o zwierzęta. "Nie powinno się zabierać zwierząt na zbyt długie i męczące wyprawy w upały, a tym bardziej zamykać ich w samochodzie, nawet przy otwartym oknie. Należy też mieć przy sobie małą miseczkę, aby dać zwierzęciu pić, kiedy będzie tego potzrebowało." - zaleca weterynarz, pan Teodor Van.
Etykiety:
Angela Bowie,
Brenda Ski,
Jordan Morgan,
Joseph Zap,
liceum Bywater,
Nagroda Dumla,
politechnika Bywater,
siostra Mania,
szpital Bywater,
Teodor Van
Wypadek nad jeziorem Bywatelake
Słońce grzeje, temperatura sięga ponad trzydziestu stopni, o niedawnych trąbach powietrzynych już dawno zapomniano. Teraz trwa rajskie lato i nikt nie przejmuje się złymi rzeczami. Jednak to nie znaczy, że one nas nie prześladują; każdy wie, że czasem nawet w najszczęśliwszym momencie można mieć pecha. Co gorsze, może się nam przytrafić niebezpieczny wypadek. Taki nieszczęsny przypadek spotkał młodego niedoszłego pływaka, Andrewa Battery'ego. Chłopak wskoczył do lodowatej wody i doznał szoku termicznego. Jak mówią naoczni świadkowie: "Chciał się popisać przed znajomymi" - twierdzi młoda dziewczyna za blond czupryną, śmiejąc się przy tym głośno. "Dzieciak daje zły przykład innym dzieciom, przecież tutaj nie wolno skakać do wody!" - burzy się matka dwójki małych chłopców z gipsem na ramieniu. Natomiast ratownik ma zupełnie inne zdanie na temat tej sprawy: "On nie skakał do wody, został do niej wepchnięty przez dużo silniejszego i roślejszego chłopaka" -twierdzi strażnik spokoju Bywatelake, Tom Ski. "Stał na molo i oglądał widoki, w pewnym momencie podbiegł do niego wielki chłop w samych bokserkach i wrzucił go do wody" - mówi Tom. "Przy ponad trzydziestostopniowym upale, nagły skok do wody kończy się szokiem termicznym, tak stało się też w przypadku pacjenta Battery" - tłumaczy pielęgniarka Szpitala Bywater, siostra Mania. "Biedaczysko ma także posiniaczone plecy i tylne części nóg, ponieważ musiał uderzyć w taflę wody całą powierzchnią ciała" - dodaje. Inni naoczni świadkowie potwierdzają to, że jego 'upadek do wody' wyglądał zjawiskowo. "Normalnie przefikołkował przez barierkę i plecami w dół zarąbał o wodę. Zjawisko takie, że ja t****e" - entuzjastycznie odpowiada wypoczynkowicz, który przedstawił się jako Frankie [mów mi Frank Dunning - dodał, wykonał dziwny ruch rękoma, jakby trzymał w nich młotek i ryknął śmiechem]. Sprawcy wypadku udało się nawiać [dosłownie "sikając ze śmiechu po drodze" - twierdzi z obrzydzeniem jedna z plażowiczek] i uniknąć odpowiedzialności karnej. Ofiara wypadku ma się już lepiej, ale jeszcze przebywa w szpitalu.
Bociany i kapusta w szpitalu?
Nie chodzi o ptaki, ani o warzywo; chodzi o dzieci! W miesiącach maj-lipiec doszło do ponad 40 porodów i sądząc po liczbie kobiet w stanie błogosławionym, jakie wciąż można spotkać na ulicach miasta, ten wielki BOOM narodzinowy może jeszcze potrwać do końca wakacji. Do tego czasu ordynator szpitala, dr Marchewka, chce wprowadzić parę ulepszeń. "Potrzebujemy więcej inkubatorów, stare w dodatku nadają się na wymianę, konieczne jest również zainwestowanie w parę specjalistycznych sztuk, ponieważ rodzi się także wiele wcześniaków, które wymagają specjalnej opieki" - mówi dr Marchewka. Oprócz tego ordynator zdradza nam plany rozbudowania porodówki, zapewnienia matkom odpowiedniej opieki i warunków do bycia. "Matki często opuszczają szpital zbyt szybko, nie są w pełni wypoczęte, a ich dzieciątka nie do końca przyswojone do nowego świata. Jeżeli oddział położniczy w szpitalu będzie na wyższym poziomie, matki zapewne zostaną u nas na dłużej, co lepiej włynie na zdrowie noworodków" - zapewnia Położna szpitala. Według nieoficjalnych informacji podobno planowany jest remont szpitala nie tylko na oddziale dla matek, ale to jeszcze nie jest pewne. Wszak jest to jedyny publiczny szpital w Bywater, a mimo to stara się być na wysokim poziomie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)