Postać Gynusi Nigdy zawsze skrywała wiele tajemnic. Jest ona barwną osobą, w przenośni i dosłownie, gdyż Gynusia znana jest ze swojego ekstrawaganckiego stylu: szaleńczo kolorowych ubrań i włosów, dziwnych fryzur, intensywnego makijażu i zamiłowania do pikseli. Na pierwszy rzut oka Gynusia wydaje się wesołą, pełną życia osobą, która uwielbia spędzać czas z innymi ludźmi. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej! Gynusia skrywa przed światem swoje prawdziwe oblicze, ukrywając się pod pstrokatymi strojami i mocnym makijażem, na ogół jest spokojna, ale bardzo łatwo popada w hiserię, agresję lub niepohamowaną radość. W dodadku jej imię, to tylko pseudonim. Gynusia uważa kobiety za gorsze od mężczyzn, ale za to siebie uważa za inną - tą lepszą. Świetnie odnajduje się w pracy policjantki - być może dlatego, że jest jedyną kobietą na posterunku. Jaka Gynusia jest na prawdę? Bardzo ciężko odpowiedzieć na to pytanie, zwłaszcza, że Gynusia niechętnie opowiada o sobie. Na szczęście dla GAZETY zrobiła mały wyjątek...
GAZETA: Dzień dobry.
GYNUSIA NIGDY: Gynusia? Nie udzielam wywiadu gazetom. Nie. Odmawiam odpowiedzi na pytanie. Bardzo. Hy... Dobra, od początku, udziele ci tego wywiadu, palancie.
G: Dzień dobry.
GN: Dzień dobry.
G: Do tej pory była pani jedyną policjantką na posterunku. Wkrótce ma to się zmienć. Cieszy się pani, że będzie więcej kobiet wśród stróżów prawa?
GN: Nie wiem. Kobiety są często zbyt delikatne, ja jestem troszeczke innym typem, bo ja byłam wychowywana z samymi braćmi i samymi facetami, i po prostu zawsze byłam mało... mniej... mmmm... więcej wytrzymuję niż normalna kobieta. Kobiety często żądają dużych zapłat, urlopów macierzyńskich, i te różne... kombinują...
G: Nie planuje pani rodziny?
GN: A co pana to interesuje?
G: Pytam się tak każdego...
GN: Po 40 albo 50, jak będę miała menopauzę. Wtedy będę tylko adoptować dzieci. Nie mam zamiaru rodzić! Jestem wysterylizowana. Ale nie jestem dziwicą.
G: Czuje się pani dobrze w towarzystwie samych mężczyzn?
GN: Bardzo.
G: Ma pani z nimi jakieś fantazje?
GN: Nie-e.
G: Flirtuje pani w pracy? Zdarza się pani wykorzystywać swoje kobiece wdzięki (na to słowo Gynusia schowała głowę w ramiona i wyglądało, jakby nie miała szyi, i zaczęła się histerycznie, gardłowo śmiać, zagłuszając reportera) do manipulowania współpracowników?
GN: Hyhyhyhyhy wdzięki! Hyhyhy....
G: Co się pani stało?
GN: Nie można się zaśmiać?
G: Odpowie pani na pytanie?
GN: Nie wiem. Ich musiałby się pan czy ja ich swoimi jakimiś wdziękami hipnotyzuję, czy co, ja w każdym bądź razie jestem w tej pracy twardą ręką (!?), nie ma żadnego cackania, macania, podrywów i tym podobnych, bo chodzę w MUNDURZE!Jestem policjantką, a nie...
G: Lubi pani swoją pracę?
GN: Bardzo.
G: Czuję sie pani do niej powołana, czy ma pani jakieś inne powody, dla których znalazła się pani w tym zawodzie?
GN: A, yh, uwielbiam tą pracę, jestem do niej powołana, tylko szkoda, że nie ma patroli ścigaczami. To moja, po prostu miłość. Ścigacze. Uwielbiam ścigacze.
G: Jest pani zajęta?
GN: Nie.
G: Poszukuje pani kogoś, czy dobrze się pani czuje jako singielka?
GN: Na razie dobrzę się czuję jako singielka, mówię, nie mam czasu na rodzinę i te sprawy. Mam wymagającą pracę.
G: A co z pani rzekomym mężem/kochankiem/chłopakiem, tak zwanym Dementorem?
GN: Nigdy nie powiedziałam, że to jest mój kochanek, bo to jest mój brat.
SŁUCHACZE W TLE: Y ha ha ha ha!!!
G: Ma pani jeszcze jakieś rodzeństwo?
GN: Mam, braci samych.
G: Pamięta pani ich imiona?
GN: Tak, ale to nie jest powód, żeby je zdradzać, jedyną osobą, która przebywa czasami w Bywater jest Dementor.
G: A gdzie pani pozostała rodzina zamieszkuje?
GN: W Serbii.
G: Dlaczego w Serbii?
GN: (z wyraźną furią) Bo się tam urodziłam!Sre. Ja zawsze byłam Serbką. (wygląda, jakby miała wybuchnąć ze złości) OD ZAWSZE!! Od urodzenia.
G: A skąd takie imiona, Gynusia, Dementor?
GN: To są psełdonimy (Gynusia wyraźnie powiedziała to przez Ł, a nie U)
G: Dlaczego nie używa pani swojego prawdziwego imienia?
GN: Bo jestem Gynusia Nigdy. A co ja mam na to odpowiedzieć?
JEDEN ZE SŁUCHACZY: Zaraz się zesram.
GN: To idź pan do kibla.
G: Do widzenia.
GN: Daj mi laptopa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja Bywater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja Bywater. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 sierpnia 2013
piątek, 15 marca 2013
Wesele na całe miasto
Czyje? Oczywiście, że Mini Dokot - czy istnieje w Bywater osoba która bardziej od Mini lub zwracać na siebie uwagę? Chyba nie!
Mini Dokot i Paul Picker byli ze sobą już dość długo - około trzech lat, kiedy to na świat przyszło ich pierwsze dziecko - Bianka. Zaręczyny odbyły się chyba dość wcześnie, ale ze ślubem Mini zwlekała, ponieważ: "Chcę, aby Bianka była dość duża na naszym ślubie, aby mogła być druhną w ślicznej sukieneczce" - powiedziała kiedyś. Jak się okazało - to małe marzenie Mini się spełniło, ponieważ Bianka była druhną, w dodatku najpiękniejszą (bo innych nie było). Małej księżniczce towarzyszył jej najlepszy przyjaciel - Draco Markiz, co wzbudziło dość duże kontrowersje - wychowywany w trudnej rodzinie dzieciak z Lewej, a obok niego jaśniejąca we własnym blasku Bianka rozpieszczana przez matkę. No cóż. Jak Mini do tego dopuściła - nie wiadomo. W każdym razie obaj dzieciaki świetnie się w roli druhów bawiły.
To, że ślub był planowany od dawna, nie znaczy, że przebiegł zgodnie z tymi planami. Data ślubu została wybrana przez Mini natychniast, pod wpływem emocji, wszystko było przygotowane na ostatnią chwilę (fakt, że wszytsko było idealne i dopięte na ostatni guzik może oznaczać tylko jedno - ślub musiał kosztować Mini fortunę). Rodzina i bliscy otrzymali w dniu ślubu szybkie zaproszenia, a pozostali goście (czyli całe miasto) przyszło na wesele po zobaczeniu ogłoszeń rozrzuconych po ulicach.
Skąd ten nagły pośpiech?
Krążą plotki, że Mini i Paul mieli kryzys. Mini nagle zachciało się być jadną z członkiń klubu KSK i postanowiła sobie poromansować. Gdy Paul wrócił do domu, Mini zerwała z nim zaręczyny i wygoniła z domu. Paul zabrał swoje rzeczy, wsiadł do mini Mini i odjechał. Mini zadzwoniła na policję (nie wiadomo po co) i zaczęła panikować policjantom, żeby złapali Paula, bo ukradł jej samochód. Tym czasem Paul miał śmiertelny wypadek. Gdy karetka przyjechała na miejsce, Paul już nie żył. W szpitalu zmartwychwstał.
Mini wpadła w rozpacz, otruła się tabletkami i na oczach córeczki również umarła. W szpitalu również dzięki interwencji lekarzy zmartwychwstała.
W wyniku wypadku Paul stracił nogę i trochę pamięć. Zapomniał ostatnie wydarzenia - czyli kłótnie z Mini, własną śmierć... Gdy Mini doszła do siebie, szybko zorganizowała wesele, plany romansów i zdrad zupełnie wyleciały jej z głowy. Widocznie postanowiła poślubić Paula, póki jeszcze jest na to czas.
Wesele było pierwszej klasy. Wszyscy świetnie się bawili, piękna panna młoda przetańczyła całą noc, pan młody niestety przesiedział wesele na wózku inwalidzkim, ale chyba również dobrze się bawił.
Mini zmieniła się. Zaczęła kochać swojego męża.
Kiedyś Mini marzyła o gromadce dzieci - czy jej marzenie się spełni, czy jej niepełnosprawny mąż da rade zapłodnic jeszcze jakieś dziecko? Podobno, Mini już od jakiegoś czasu jest w ciąży....
Mini Dokot i Paul Picker byli ze sobą już dość długo - około trzech lat, kiedy to na świat przyszło ich pierwsze dziecko - Bianka. Zaręczyny odbyły się chyba dość wcześnie, ale ze ślubem Mini zwlekała, ponieważ: "Chcę, aby Bianka była dość duża na naszym ślubie, aby mogła być druhną w ślicznej sukieneczce" - powiedziała kiedyś. Jak się okazało - to małe marzenie Mini się spełniło, ponieważ Bianka była druhną, w dodatku najpiękniejszą (bo innych nie było). Małej księżniczce towarzyszył jej najlepszy przyjaciel - Draco Markiz, co wzbudziło dość duże kontrowersje - wychowywany w trudnej rodzinie dzieciak z Lewej, a obok niego jaśniejąca we własnym blasku Bianka rozpieszczana przez matkę. No cóż. Jak Mini do tego dopuściła - nie wiadomo. W każdym razie obaj dzieciaki świetnie się w roli druhów bawiły.
To, że ślub był planowany od dawna, nie znaczy, że przebiegł zgodnie z tymi planami. Data ślubu została wybrana przez Mini natychniast, pod wpływem emocji, wszystko było przygotowane na ostatnią chwilę (fakt, że wszytsko było idealne i dopięte na ostatni guzik może oznaczać tylko jedno - ślub musiał kosztować Mini fortunę). Rodzina i bliscy otrzymali w dniu ślubu szybkie zaproszenia, a pozostali goście (czyli całe miasto) przyszło na wesele po zobaczeniu ogłoszeń rozrzuconych po ulicach.
Skąd ten nagły pośpiech?
Krążą plotki, że Mini i Paul mieli kryzys. Mini nagle zachciało się być jadną z członkiń klubu KSK i postanowiła sobie poromansować. Gdy Paul wrócił do domu, Mini zerwała z nim zaręczyny i wygoniła z domu. Paul zabrał swoje rzeczy, wsiadł do mini Mini i odjechał. Mini zadzwoniła na policję (nie wiadomo po co) i zaczęła panikować policjantom, żeby złapali Paula, bo ukradł jej samochód. Tym czasem Paul miał śmiertelny wypadek. Gdy karetka przyjechała na miejsce, Paul już nie żył. W szpitalu zmartwychwstał.
Mini wpadła w rozpacz, otruła się tabletkami i na oczach córeczki również umarła. W szpitalu również dzięki interwencji lekarzy zmartwychwstała.
W wyniku wypadku Paul stracił nogę i trochę pamięć. Zapomniał ostatnie wydarzenia - czyli kłótnie z Mini, własną śmierć... Gdy Mini doszła do siebie, szybko zorganizowała wesele, plany romansów i zdrad zupełnie wyleciały jej z głowy. Widocznie postanowiła poślubić Paula, póki jeszcze jest na to czas.
Wesele było pierwszej klasy. Wszyscy świetnie się bawili, piękna panna młoda przetańczyła całą noc, pan młody niestety przesiedział wesele na wózku inwalidzkim, ale chyba również dobrze się bawił.
Mini zmieniła się. Zaczęła kochać swojego męża.
Kiedyś Mini marzyła o gromadce dzieci - czy jej marzenie się spełni, czy jej niepełnosprawny mąż da rade zapłodnic jeszcze jakieś dziecko? Podobno, Mini już od jakiegoś czasu jest w ciąży....
poniedziałek, 30 lipca 2012
Niebezpieczny pies
"Prosimy nie wpadać w panikę! Dla bezpieczeństwa najlepiej jest nie wychodzić samemu z domu w nocnych godzinach, a jeżeli już istnieje taka konieczność, radzimy brać ze sobą jakąś broń" - apeluje zastępca komendanta, Oleg Siejgiejow. Zwierze jest bardzo niebezpieczne, do tej pory zraniło ponad 13 psów i kotów, na ulicach widać również świeże szczątki szczurów i gołębi, które prawdopodobnie zwierzę upolowało. Skąd wiadomo, że to pies? "Widać to po śladach oraz odgłosach, jakie wydaje. Takie warczenie jest typowe dla psów rasy owczarek niemiecki." - wyjaśnia myśliwy, pan Battery. Ze zwierzęciem jeszcze nikt nie spotkał się twarzą w twarz, jednak widziano go z okien mieszkań, domów lub samochodów. Szczególne ostrzeżenia kierowane są do biwakowiczów, aby zaopatrzyli się w broń palną, lub pobiwakowali w innym miejscu lub terminie. Policja Bywater wydała dekret zezwalający na posiadanie broni w celu własnej obrony. Oczywiste jest to, że aby ją dostać trzeba uzyskać specjalny certyfikat, który zdobywa się po płatnym, miesięcznym kursie który prowadzi policjant sierżant Volume. "Moim zadaniem jest szkolić dorosłych mężczyzn, zdarza się również, że kobiety też, no... I ten. Co ja mówiłem? A no tak, pamiętam. Czekaj. Okej. No i muszę ich szkolić. Co się gapisz, grzebienia nie widziałeś? No ja ci zaraz dam dla kobiet, brudasie, jeżeli masz dłuższe włosy to musisz o nie dbać, kawa mać! No, ja ci... Co? A no tak. Sory. No więc, moim zadaniem jest szkolenie dorosłych osób, muszą wiedzieć jak trzymać, jak ładować broń, jak jej używać, jak ją czyścić oraz jak się z nią ogólnie obchodzić. Nie będe ci mówił jak się z nią obchodzić, bo za to musisz mi zapłacić, kurs jest płatny, nie bądź taki sprytny, kawa... I już mi się nie chce z tobą gadać, idź spytaj się Olega, on wszystko wie...Co? A dobra. Dowidzenia." - przedstawia nam swoje zadanie sierżant Volume. Od zastępcy komenanta, Olega, dowiedzieliśmy się ponad to, o czym uprzejmie poinformował nas pan Volume, że nie każdy może podjąć się kursu o otrzymanie certyfikatu zezwalającego na posiadanie broni. Osoby notowane za agresywne zachowanie lub przemoc, osoby niesprawne fizycznie bądź umysłowo, osoby chore psychiczne itp. nie mogą otrzymać zgody na kurs, "choćby byli gotowi oddać nam cały swój majątek" - tłumaczy pan Siergiejow. Po chwili mówi do siebie szeptem, bo myśli, że tego nie słyszymy: "Chybaże Kevin da się przekupić, jak to on". Cóż, wiemy już, że dużo pieniędzy wystarczy, aby otrzmać zezwolenie na broń, niestety nie wiemy ile taka suma ma wynosić. Co jednak, gdy zwierze zostanie pojmane? Czy będzie nakaz, aby oddać broń? "Uważamy, że ludność Bywater jest na tyle odpowiedzialna, że można im zostawić niebezpieczne zabawki bez obaw, że się nimi zranią" - żartobliwie podsumował pan Siergiejow, po czym założył na głowę czapkę policyjną i myśląc, że jest się kul, odszedł, udając amerykańskiego kowboja, do gabinetu zastępcy komendanta.
Kary za niepłacenie mandatów?
Policja Bywater często narzeka za niezapłacone bądź spóźnione mandaty. A jest ich całkiem sporo: ponad 50% mandatów trafia do 'młodocianych przestępców', którzy nie zarabiają własnych pieniędzy i nie mają czym zapłacić ( w Bywater istnieje prawo, że od 16 roku życia przestępcy płacą sami za siebie, ich rodzicie nie mają obowiązku udzielić im wsparcia, jeżeli nie chcą), w związku z tym albo strasznie przedłużają termin zapłaty, albo w ogóle nie dokonują transakcji. Policjanci są zbulwersowani takim lekkim podejściem młodzieży do przepisów, że postanawia narzucić dodatkowe kary; mandaty za odwlekanie zapłaty kary. Jeszcze nie wiadomo ile będzie wynosić, ale podobno podanie z prośbą o pozwolenie na takie mandaty już zostało skierowane do burmistrza Bywater, Zapa. Czy takie dodatkowe kary pomogą?
Subskrybuj:
Posty (Atom)