Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oleg Siergiejow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oleg Siergiejow. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 maja 2014

Sędzia Mini Dokot-Pikerowska

Mniej więcej od początku maja, Mini Dokot otworzyła ponownie obóz zrzeszający młodzież (i dzieci) Bywater: Obóz Poza Bywater (nazwa obozu składa się z trzech rzeczowników: OBÓZ - bo jest to obóz, POZA - bo wszyscy pozowali do zdjęcia, BYWATER - bo większość osób mieszka na codzień w Bywater). Jest to w pełni zorganizowany obóz, 50 uczestnikami* zajmuje się piątka opiekunów,w tym jeden wykwalifikowany policjant-kasanowa, stanowcza nauczycielka uwielbiająca wpisywać uwagi, przystojny Picker, gorąca sekretarka i oczywiście, brodząca w obozowym błocie w Louboutinach Mini Dokot.
Rozmieszczenie obiektów i budynków w obozie jest przemyślane tak, aby obozowicze mogli komfortowo spędzać każdy dzień. Kompleks z 12 domkami posiada dwie łazienki (w tym jedna przeznaczona tylko dla opiekunów, a druga oddalona od domków o, bagatela, 500m), dużą kuchnię ze spiżarnią oraz wielką jadalnie, kort tenisowy oraz od niedawna salon. Należy także wspomnieć o samotnym koszu do koszykówki pośrodku bagnistego placu oraz małego centrum medycznego na wszelki wypadek, z którego (podobno i na szczęście) nie musiano jeszcze korzystać. Warto jeszcze wspomnieć o unikatowym obiekcie, którego obecności w obozie dla młodzieży, raczej nikt by się nie spodziewał. A jest to budynek z więziennymi celami.

"Obóz nie ma na celu jedynie zapewnienia dzieciakom zabawy i odpoczynku. Chcemy również nauczyć ich dyscypliny i karać za jej nie przestrzeganie, jesteśmy przekonani, że przygotuje to ich do życia w normalnym społeczeństwie i zmniejszy przestępczość w Bywater" - tłumaczy jedna z opiekunek, Klementyna Serro.
"Jestem tutaj od kwestii prawnych i dyscyplinarnych, kodeks karny nie jest mi obcy, stoję na straży prawa i jego przestrzegania w obozie, więc nic nie jest tutaj nielegalne, jeśli chodzi o metody opiekunów" - mówi zastępca komendanta w policji Bywater, który został wysłany jako opiekun i stróż prawa. "Poza tym wszyscy uczestnikowie podpisywali zgodę i regulamin, gdzie wszystkie procedury i zasady były zawarte, więc nic w obozie nie dzieje się bez wcześniejszego ustalenia" - dodaje.

Niedawno miała miejsce sytuacja, w której jedna z cel mogła spełnić swoją funkcję, a w obozie powołano, jak w średniowieczu, prowizoryczny sąd ludowy, w którym rolę sędziny odegrała Mini Dokot. Aby sprawiać wrażenie bardziej profesjonalnego, znaleźli się również adwokaci dla oskarżonj i oskarżonego. Cały proces trwał blisko dwie godziny, był bardzo burzliwy, a ostateczny wynik nie rozwiązał sprawy, co świadczy o kompetencjach sędziego.

Cała afera, przez którą to przedstawienie powstało, zaczęła się od histerycznego biegu Vanessy, która niczym człowiek pierwotny wybiegła z lasu wrzeszcząc w niebogłosy, rozczochrana, brudna i pobita. Dorwała swojego chłopaka, Arthura, który był w trakcie brodzenia w błocie pod koszem, i zaczęła mu rozpaczać w ramionach. Arthur w jednej chwili, z zaciętego błotnego gracza zmienił się w bojownika, i unosząc wysoko nogi jak bocian, przedostał się na suchą ziemię i ruszył w stronę domków. Nagle, jakby zderzył się z niewidzialną ścianą, zawrócił i ruszył z rozhisteryzowaną Vanessą do domków opiekunów. Na placu zaczął zbierać się tłum gapiów.

Tymczasem w swoim pokoju, kumpel słynnego, niechlujnego tenisisty Seta Zoeyego, Jessie Platano, odpoczywał zalany potem po ciężkim meczu (tenisowym) na swoim łóżku, w towarzystwie swojej siostry Jessiki, dziewczyny Seta Lolo i koksa z drewnianą fryzurą Nikity. Nagle do drzwi pokoju ktoś agresywnie zapukał. Jessie otworzył drzwi i ujrzał zdenerwowanych opiekunów, z Mini na czele, w tle zapłakaną i wyglądającą jak 7 nieszczęść Vanessę i rozgrzewającego sie do walki Arthura. Zdąrzył tylko pomyśleć "What the..." i został skuty w kajdanki i bez wyjaśnień przetransportowany do jednej z cel. Tłum gapiów na placu zaczął się powiększać.

Podczas gdy Jessie zaczął kisnąć w kiciu, Vanessa została otoczona opieką opiekunów i wsparciem przyjaciół i zaczęła opowiadać swoją historię. Okazało się, że po meczu tenisowym, jaki zagrała (i przegrała) z Jessim, została przez niego zaciągnięta do lasu, pobita i niemal zgwałcona. Zdążyła mu na szczęście uciec, aby zgubić trop tej bestii, biegała w kółko po lesie (co tłumaczy jej barbarzyński wygląd) aż w końcu znalazła się w bezpiecznych ramionach swojego stojącego po uda w bagnach Arthura.

W celi natomiast, Oleg Siergiejow, który pilnował niedoszłego gwałciciela usłyszał znacznie inną wersję: po piorunująco wygranym meczu z przyszłą panią pediatrą Vanessą, Jessi pozbierał piłki, zamknął kort i odniósł opiekunom (Olegowi) klucz do kortu, po czym udał sie na wietrzenie pach do pokoju. Oleg znał obie, niepasujące do siebie wersje i nagle zdał sobie sprawę, że coś tu śmierdzi.

Po jakieś godzinie w salonie zorganizowano sąd. Mini jako sędzia siedziała przy stole pośrodku sali, po jej prawej stronie siedział oskarżony z obrońcą (Olegiem) a na przeciwko ich pokrzywdzona z oskarżającą (Klementyna). Dookoła zgromadzili się widzowie, jedni byli zwolennikami Vanessy, inni wierzyli w niewinność Jessiego, a jeszcze inni wzięli ze sobą popcorn i okulary 3D.

Wśród zwolenników Jessiego znalazła się między innymi Alyson, która w ciągu całej rozprawy patrzyła się na Jessiego jak na obraz, co chwila wzdychając i stękając. Po stronie Vanessy była jej przyjaciółka Lola, ci jakiś czas szczerząc ostre zęby i sprawiając wrażenie, jakby chciała kogoś ugryść, natomiast Set, będący w trudnej sytuacji (z jednej strony jego najlepszy przyjaciel i była dziewczyna, z drugiej strony jego dziewczyna) nie zajął żanego stanowiska i usiadł mniej więcej na środku (zwracając się jednak nieco bardziej w stronę banana).

W trakcie rozprawy adwokaci o mało nie podskoczyli sobie do gardeł rzucając argumentami na prawo i lewo. Obrońca Jessiego, Oleg, specjalista do spraw prawnych, przeprowadził wcześniej małe śledztwo z Olafem Pickerem (młodym policjantem), które zapewniło mocne dowody na niewinność Jessiego (między innymi to, że w lesie nie było śladów walki, ale za to były koźlaki i prawdziwki). Natomiast oskarżycielka Jessiego, trzymająca (adama) sztabę z Vanessą wykrzykiwała abstrakcyjne dowody świadczące, że jednak do incydentu doszło, popierając swoje twierdzenia wyglądem Vanessy i jej niepokojącym stanem psychicznym.

Ostatecznie, sędzia Mini Dokot, nieco zawiedziona, że ta zażarta sprzeczka musi dobiec końca, postanowiła, że Jessie jest niewinny, a Vanessa chora psychicznie, w związku z czym żadne z nich nie dostało kary, Jessie wyszedł na wolność i dostał zakaz zbliżania się do pedobeara (Vanessy). Do (w pewnym sensie) zwycięstwa obrońcy Jessiego przyczyniła się głównie groźba skorzystania z wariografu, a także filmik z monitoringu, przemawiający pośrednio za niewinnościa Jessiego. Kwestia siniaków Vanessy pozostała nierozwiązana, krążą jednak domysły, że w lesie miała potyczkę z kamieniem.

O całej sprawie był głośno w obozie przez jakieś pół godziny, potem większość osób o wszystkim zapomniała. Jedynym namacalnym skutkiem całego zajścia był break-up Seta i Loli, który stwierdził, że "już drugi raz nie zostawię kumpla dla dziewczyny", co spotkało się z warczeniem i płaczem Loli.

Oleg Siergiejow zyskał miano wspaniałego adwokata, większość obozowiczów zapamiętała to nazwisko na wypadek, gdyby to oni znaleźli się w podobnej sytuacji co Jessi i potrzebowaliby pomocy prawnej, Klementynka pokazała swój talent w opisie działa sztuki jakim było poturbowane przez kamień ciało Vanessy i dostrzeganiu w nim ukrytych symboli, mających uniwersalne znaczenie w ludzkim życiu. Mini Dokot-Pikerowska stała się konkurencją dla Anny Marii-Wesołowskiej, a obozowicze nie mogą doczekać się kolejnego takiego seansu.

Na koniec, wszyscy żyli długo i szczęśliwie....

czwartek, 9 stycznia 2014

Niebezbieczny wyjazd do Niemiec + Zaproszenie

GAZETA: Dzień dobry.
HEKTOR MIL: Hej!
G: Skąd ten pomysł, żeby wywozić znajomych na obczyznę aż do Niemiec? Co tam jest takiego ciekawego, że przyciąga was praktycznie co roku?
H: Po prostu można oderwać się od codzienności. A do Nimiec dlatego, bo nam się tam spodobało jeszcze z czasów Obozu Mini.
G: A więc brakuje ci pomysłów (pieniędzy...) na ciekawsze wyprawy? W każdym razie tym razem wybraliście się tam zupełnie sami. Ale żeby nikt się was nie czepnął, wynajęliście opiekuna, pana sierżanta Olega Siergiejowa.
H: Lubimy tam jeździć. Poza tym, to nie twoja sprawa. Chcemy tam jeździć, i tyle. Mamy trzech opiekunów i większość z nas jest już pełnoletnia, więc nie potrzebujemy tysiąca opiekunów.
G: Podobno jeden z... obozowiczów? członków? Jeden z was podobno stracił nogę. Gdy to się stało, żaden z opiekunów czy też tych 'pełnoletnich' nawet nie zareagował (sierżant Siergiejow pewnie w dalszym ciągu o tym nie wie).Na kogo spłynie odpowiedzialność za ten tragiczny wypadek?
H: Tragiczny? Pan jest normalny? Opiekunowie byli odpowiedzialni za niepełnoletnich, a on jest pełnoletni, więc sam za siebie odpowiada. I mogę cie zapewnić, że wszyscy wiedzą o wypadku, bo nie jest on tajemnicą.
G: Masz rację, w Bywater jest o tym bardzo głośno, rodzice są zmartwieni i chcą, aby ich dzieci jak najszybciej wróciły do domu. W dodatku mają wątpliwości co do tego, w jaki sposób przejechaliście taką ogromną odległość. Większość z was ma prawo jazdy zaledwie od paru miesięcy i już zabiera pasażerów na taką drogę...
H: Kto niby? Wszyscy prowadzący mają prawo jazdy od conajmniej 2 lat. I jedziemy tylko przez Europę, resztę drogi pokonujemy statkiem. I rodzice swoich dzieci nie mają się co martwić. Dzieci wrócą do domu całe i zdrowe.
G: Podobno na waszym 'pokładzie' jest prostytutka. Gdy rodzice niektórych dzieci się o tym dowiedzieli wpadli w panikę i zaczęli się obawiać, że ich dzieci się zdemoralizują. Jak pan się z tego wytłumaczy? (w tle słychać Harrego Pottera rozmawiającego w mowie węży).
H: Nie mam informacji na temat prostytucji. Statek jest prywatny, więc nikt nieproszony u nie wejdzie.
G: Mówiąc na pokładzie, miałem na myśli, że z wami, w waszej grupie, obozie, czy czym wy tam jesteście. (w tyle słychać otwierającą się Komnatę Tajemnic).
H: Nie wydaje mi się aby którakolwiek z porządnych Bywaterek była prostytutką. To obraźliwe wobec tych młodych dziewcząt i kobiet.
G: A Sarhę Peterson pan kojarzy? Jak na wścibskiego dziennikarza to niewiele pan jak widać wie o ludziach. Sarah nie jest tym za kogo się podaje (już pewnie pana brat prędzej by to wyniuchał). Jest w dodatku o wiele starsza niż wygląda. Tak na prawdę nie przyjechała tu na żadne studia (nie zauważył pan, że nigdy jej nie ma na wykładach?), tylko żeby rozwijać swoją karierę. Czy pan sądzi, że ona chciała DORABIAĆ w Sezamkowej? To miała być jej stała praca, wręcz miejsce, gdzie mogłaby się 'realizować'. I w dodatku jest uzależniona od... (w tle słychać kroki w tunelu i obślizgłe pełzanie bazyliszka)... Sam Wiesz Czego. A jeśli kogoś molestowała, albo zgwałciła?
H: Znam ją, kręciła z Alexem. Raczej nie jest niebezpieczna. Wątpię, aby kogokolwiek zdemoralizowała lub zgwałciła czy molestowała. Mógłby pan zamknąć tę komnatę? Strasznie głośno z niej. Biegają czy co?
G: Ponoć oferowała panu 'nocne spotkania w łóżku'. Pan sądził, że to niespełniona tancerka? Ha ha... Ma pan rację, ona groźna nie jest. Gorzej z narkomanem i kryminalistą Mattem. Co on w ogóle z wami robi? Przecież jest znany jako niezależny samotnik, a tutaj podróżuje z bandą dzieciaków. Ktoś go zmusił, czy miał w tym jakiś interes? Może dziewczyna? Ucieczka przed prawem (słychać skrzecączy krzyk Sam Wiesz Kogo: "AWADA KEDAWRA" i wrzask Hermiony. Po chwili słychać krzyk Harrego: "EKSPERIALMUS!" i Rona "Koń na de pięć"). Przykro mi, nie mogę tego zamknąć, nie potrafię mówić w ich języku (Słychać nastrojowy głos Malfoja "Wingardium Lewiosa").
H: Matt jest z nami dobrowolnie, a Sarah nic nikomu nie proponowała.
G: W takim razie rozwiał pan moje wątpliwości. Mam nadzieję, że wyjazd należał do udanych. Życzę miłej podróży. Do widzenia.
H: Dziękujemy i do usłyszenia. Srodowego.

Niezbyt odpowiedzialny Hektor Mil zechciał udzielić GAZECIE wywiadu w nowym klubie Bywater, Hogwart. Jak widać, Hektor nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie mógł przynieść wyjazd. Opiekun - sierżant Oleg Siejgiejow, pojechał tam tylko, aby ludzie nie gadali. To rodzina Hektora, więc zapewne przymykał oczy na wiele spraw. A zapewne na wyjeździe miało miejsce wiele nieprzyzwoitych rzeczy. I zagrażających życiu - Hektor pozwolił, aby jego najlepszy przyjaciel stracił nogę. NAJLEPSZY PRZYJACIEL. Nogę. A pomyśleć tylko, co by się stało gdyby to był jakiś niewygodny dla Hektora członek klubu...

Przy okazji:

Zapraszamy wszystkich mieszkańców Bywater na oficjalne otwarcie klubu Hogwart na Przedmieściu. Wstęp wolny, tylko dla osób pełnoletnich, lub młodszych (od 15 lat) z opiekunem. Zachęcamy do przebrania się za czarodziejów, czarownice, trole, duchy bądź inne postaci ze słynnej sagi o Herrym Potterze! Na pewno będziecie się świetnie bawić do białego rana!

Uwaga!

ZAKAZ WSTĘPU MUGOLOM!


poniedziałek, 30 lipca 2012

Niebezpieczny pies

"Prosimy nie wpadać w panikę! Dla bezpieczeństwa najlepiej jest nie wychodzić samemu z domu w nocnych godzinach, a jeżeli już istnieje taka konieczność, radzimy brać ze sobą jakąś broń" - apeluje zastępca komendanta, Oleg Siejgiejow. Zwierze jest bardzo niebezpieczne, do tej pory zraniło ponad 13 psów i kotów, na ulicach widać również świeże szczątki szczurów i gołębi, które prawdopodobnie zwierzę upolowało. Skąd wiadomo, że to pies? "Widać to po śladach oraz odgłosach, jakie wydaje. Takie warczenie jest typowe dla psów rasy owczarek niemiecki." - wyjaśnia myśliwy, pan Battery. Ze zwierzęciem jeszcze nikt nie spotkał się twarzą w twarz, jednak widziano go z okien mieszkań, domów lub samochodów. Szczególne ostrzeżenia kierowane są do biwakowiczów, aby zaopatrzyli się w broń palną, lub pobiwakowali w innym miejscu lub terminie. Policja Bywater wydała dekret zezwalający na posiadanie broni w celu własnej obrony. Oczywiste jest to, że aby ją dostać trzeba uzyskać specjalny certyfikat, który zdobywa się po płatnym, miesięcznym kursie który prowadzi policjant sierżant Volume. "Moim zadaniem jest szkolić dorosłych mężczyzn, zdarza się również, że kobiety też, no... I ten. Co ja mówiłem? A no tak, pamiętam. Czekaj. Okej. No i muszę ich szkolić. Co się gapisz, grzebienia nie widziałeś? No ja ci zaraz dam dla kobiet, brudasie, jeżeli masz dłuższe włosy to musisz o nie dbać, kawa mać! No, ja ci... Co? A no tak. Sory. No więc, moim zadaniem jest szkolenie dorosłych osób, muszą wiedzieć jak trzymać, jak ładować broń, jak jej używać, jak ją czyścić oraz jak się z nią ogólnie obchodzić. Nie będe ci mówił jak się z nią obchodzić, bo za to musisz mi zapłacić, kurs jest płatny, nie bądź taki sprytny, kawa... I już mi się nie chce z tobą gadać, idź spytaj się Olega, on wszystko wie...Co? A dobra. Dowidzenia." - przedstawia nam swoje zadanie sierżant Volume. Od zastępcy komenanta, Olega, dowiedzieliśmy się ponad to, o czym uprzejmie poinformował nas pan Volume, że nie każdy może podjąć się kursu o otrzymanie certyfikatu zezwalającego na posiadanie broni. Osoby notowane za agresywne zachowanie lub przemoc, osoby niesprawne fizycznie bądź umysłowo, osoby chore psychiczne itp. nie mogą otrzymać zgody na kurs, "choćby byli gotowi oddać nam cały swój majątek" - tłumaczy pan Siergiejow. Po chwili mówi do siebie szeptem, bo myśli, że tego nie słyszymy: "Chybaże Kevin da się przekupić, jak to on". Cóż, wiemy już, że dużo pieniędzy wystarczy, aby otrzmać zezwolenie na broń, niestety nie wiemy ile taka suma ma wynosić. Co jednak, gdy zwierze zostanie pojmane? Czy będzie nakaz, aby oddać broń? "Uważamy, że ludność Bywater jest na tyle odpowiedzialna, że można im zostawić niebezpieczne zabawki bez obaw, że się nimi zranią" - żartobliwie podsumował pan Siergiejow, po czym założył na głowę czapkę policyjną i myśląc, że jest się kul, odszedł, udając amerykańskiego kowboja, do gabinetu zastępcy komendanta.

piątek, 26 sierpnia 2011

Ali znów w opałach

Ali Ski - histeryczka, kiedyś ciągle zazdrosna o chłopaków (teraz jej jakoś przeszło), tłusta, ruda 17-latka. Co (oprócz podrywania chłopaków, chociaż ostatnio jakoś tego nie robi) jest jej specialnością? Pakowanie się w kłopoty!


Pewnego spokojnego (dzisiejszego) piątku, Ali siedziała sobie na przystanku czekając na autobus. Niby spokojnie, ale oprócz tego...


• siorbała herbatę
• bekała 
• głośno się śmiała (sama do siebie)
• histeryzowała bez powodu
• piszczała
• zakłócała spokój publiczny
Zauważył to policjant, Oleg Siergiejow i podjechał Ali zwrócić uwagę i wpisać niewielki mandat. Na to Ali...


• wpadła w większą histerię
• poniżała funkcjonariusza policji
• zaśmieca przystanek kubkiem z herbatą
• kradnie komuś rower i ucieka od policjanta
• piszczy, wrzeszczy i hałasuje
• zagraża pieszym jadąc psychicznie na rowerze
Oczywiście, szybki, męski i zwycięski pan władza Oleg dopadł Ali i wstawił jej 3 razy większy mandat. Oj, Ali Ali...


A co stało się potem? Ali weszła do radiowozu, a Oleg pozwiózł ją na Aleję Lewą... ??? Nie wiemy, co wydarzyło się w radiowozie. A poza tym... od kiedy radiowóz funkcjonuje jako taxi????