sobota, 3 maja 2014

Sędzia Mini Dokot-Pikerowska

Mniej więcej od początku maja, Mini Dokot otworzyła ponownie obóz zrzeszający młodzież (i dzieci) Bywater: Obóz Poza Bywater (nazwa obozu składa się z trzech rzeczowników: OBÓZ - bo jest to obóz, POZA - bo wszyscy pozowali do zdjęcia, BYWATER - bo większość osób mieszka na codzień w Bywater). Jest to w pełni zorganizowany obóz, 50 uczestnikami* zajmuje się piątka opiekunów,w tym jeden wykwalifikowany policjant-kasanowa, stanowcza nauczycielka uwielbiająca wpisywać uwagi, przystojny Picker, gorąca sekretarka i oczywiście, brodząca w obozowym błocie w Louboutinach Mini Dokot.
Rozmieszczenie obiektów i budynków w obozie jest przemyślane tak, aby obozowicze mogli komfortowo spędzać każdy dzień. Kompleks z 12 domkami posiada dwie łazienki (w tym jedna przeznaczona tylko dla opiekunów, a druga oddalona od domków o, bagatela, 500m), dużą kuchnię ze spiżarnią oraz wielką jadalnie, kort tenisowy oraz od niedawna salon. Należy także wspomnieć o samotnym koszu do koszykówki pośrodku bagnistego placu oraz małego centrum medycznego na wszelki wypadek, z którego (podobno i na szczęście) nie musiano jeszcze korzystać. Warto jeszcze wspomnieć o unikatowym obiekcie, którego obecności w obozie dla młodzieży, raczej nikt by się nie spodziewał. A jest to budynek z więziennymi celami.

"Obóz nie ma na celu jedynie zapewnienia dzieciakom zabawy i odpoczynku. Chcemy również nauczyć ich dyscypliny i karać za jej nie przestrzeganie, jesteśmy przekonani, że przygotuje to ich do życia w normalnym społeczeństwie i zmniejszy przestępczość w Bywater" - tłumaczy jedna z opiekunek, Klementyna Serro.
"Jestem tutaj od kwestii prawnych i dyscyplinarnych, kodeks karny nie jest mi obcy, stoję na straży prawa i jego przestrzegania w obozie, więc nic nie jest tutaj nielegalne, jeśli chodzi o metody opiekunów" - mówi zastępca komendanta w policji Bywater, który został wysłany jako opiekun i stróż prawa. "Poza tym wszyscy uczestnikowie podpisywali zgodę i regulamin, gdzie wszystkie procedury i zasady były zawarte, więc nic w obozie nie dzieje się bez wcześniejszego ustalenia" - dodaje.

Niedawno miała miejsce sytuacja, w której jedna z cel mogła spełnić swoją funkcję, a w obozie powołano, jak w średniowieczu, prowizoryczny sąd ludowy, w którym rolę sędziny odegrała Mini Dokot. Aby sprawiać wrażenie bardziej profesjonalnego, znaleźli się również adwokaci dla oskarżonj i oskarżonego. Cały proces trwał blisko dwie godziny, był bardzo burzliwy, a ostateczny wynik nie rozwiązał sprawy, co świadczy o kompetencjach sędziego.

Cała afera, przez którą to przedstawienie powstało, zaczęła się od histerycznego biegu Vanessy, która niczym człowiek pierwotny wybiegła z lasu wrzeszcząc w niebogłosy, rozczochrana, brudna i pobita. Dorwała swojego chłopaka, Arthura, który był w trakcie brodzenia w błocie pod koszem, i zaczęła mu rozpaczać w ramionach. Arthur w jednej chwili, z zaciętego błotnego gracza zmienił się w bojownika, i unosząc wysoko nogi jak bocian, przedostał się na suchą ziemię i ruszył w stronę domków. Nagle, jakby zderzył się z niewidzialną ścianą, zawrócił i ruszył z rozhisteryzowaną Vanessą do domków opiekunów. Na placu zaczął zbierać się tłum gapiów.

Tymczasem w swoim pokoju, kumpel słynnego, niechlujnego tenisisty Seta Zoeyego, Jessie Platano, odpoczywał zalany potem po ciężkim meczu (tenisowym) na swoim łóżku, w towarzystwie swojej siostry Jessiki, dziewczyny Seta Lolo i koksa z drewnianą fryzurą Nikity. Nagle do drzwi pokoju ktoś agresywnie zapukał. Jessie otworzył drzwi i ujrzał zdenerwowanych opiekunów, z Mini na czele, w tle zapłakaną i wyglądającą jak 7 nieszczęść Vanessę i rozgrzewającego sie do walki Arthura. Zdąrzył tylko pomyśleć "What the..." i został skuty w kajdanki i bez wyjaśnień przetransportowany do jednej z cel. Tłum gapiów na placu zaczął się powiększać.

Podczas gdy Jessie zaczął kisnąć w kiciu, Vanessa została otoczona opieką opiekunów i wsparciem przyjaciół i zaczęła opowiadać swoją historię. Okazało się, że po meczu tenisowym, jaki zagrała (i przegrała) z Jessim, została przez niego zaciągnięta do lasu, pobita i niemal zgwałcona. Zdążyła mu na szczęście uciec, aby zgubić trop tej bestii, biegała w kółko po lesie (co tłumaczy jej barbarzyński wygląd) aż w końcu znalazła się w bezpiecznych ramionach swojego stojącego po uda w bagnach Arthura.

W celi natomiast, Oleg Siergiejow, który pilnował niedoszłego gwałciciela usłyszał znacznie inną wersję: po piorunująco wygranym meczu z przyszłą panią pediatrą Vanessą, Jessi pozbierał piłki, zamknął kort i odniósł opiekunom (Olegowi) klucz do kortu, po czym udał sie na wietrzenie pach do pokoju. Oleg znał obie, niepasujące do siebie wersje i nagle zdał sobie sprawę, że coś tu śmierdzi.

Po jakieś godzinie w salonie zorganizowano sąd. Mini jako sędzia siedziała przy stole pośrodku sali, po jej prawej stronie siedział oskarżony z obrońcą (Olegiem) a na przeciwko ich pokrzywdzona z oskarżającą (Klementyna). Dookoła zgromadzili się widzowie, jedni byli zwolennikami Vanessy, inni wierzyli w niewinność Jessiego, a jeszcze inni wzięli ze sobą popcorn i okulary 3D.

Wśród zwolenników Jessiego znalazła się między innymi Alyson, która w ciągu całej rozprawy patrzyła się na Jessiego jak na obraz, co chwila wzdychając i stękając. Po stronie Vanessy była jej przyjaciółka Lola, ci jakiś czas szczerząc ostre zęby i sprawiając wrażenie, jakby chciała kogoś ugryść, natomiast Set, będący w trudnej sytuacji (z jednej strony jego najlepszy przyjaciel i była dziewczyna, z drugiej strony jego dziewczyna) nie zajął żanego stanowiska i usiadł mniej więcej na środku (zwracając się jednak nieco bardziej w stronę banana).

W trakcie rozprawy adwokaci o mało nie podskoczyli sobie do gardeł rzucając argumentami na prawo i lewo. Obrońca Jessiego, Oleg, specjalista do spraw prawnych, przeprowadził wcześniej małe śledztwo z Olafem Pickerem (młodym policjantem), które zapewniło mocne dowody na niewinność Jessiego (między innymi to, że w lesie nie było śladów walki, ale za to były koźlaki i prawdziwki). Natomiast oskarżycielka Jessiego, trzymająca (adama) sztabę z Vanessą wykrzykiwała abstrakcyjne dowody świadczące, że jednak do incydentu doszło, popierając swoje twierdzenia wyglądem Vanessy i jej niepokojącym stanem psychicznym.

Ostatecznie, sędzia Mini Dokot, nieco zawiedziona, że ta zażarta sprzeczka musi dobiec końca, postanowiła, że Jessie jest niewinny, a Vanessa chora psychicznie, w związku z czym żadne z nich nie dostało kary, Jessie wyszedł na wolność i dostał zakaz zbliżania się do pedobeara (Vanessy). Do (w pewnym sensie) zwycięstwa obrońcy Jessiego przyczyniła się głównie groźba skorzystania z wariografu, a także filmik z monitoringu, przemawiający pośrednio za niewinnościa Jessiego. Kwestia siniaków Vanessy pozostała nierozwiązana, krążą jednak domysły, że w lesie miała potyczkę z kamieniem.

O całej sprawie był głośno w obozie przez jakieś pół godziny, potem większość osób o wszystkim zapomniała. Jedynym namacalnym skutkiem całego zajścia był break-up Seta i Loli, który stwierdził, że "już drugi raz nie zostawię kumpla dla dziewczyny", co spotkało się z warczeniem i płaczem Loli.

Oleg Siergiejow zyskał miano wspaniałego adwokata, większość obozowiczów zapamiętała to nazwisko na wypadek, gdyby to oni znaleźli się w podobnej sytuacji co Jessi i potrzebowaliby pomocy prawnej, Klementynka pokazała swój talent w opisie działa sztuki jakim było poturbowane przez kamień ciało Vanessy i dostrzeganiu w nim ukrytych symboli, mających uniwersalne znaczenie w ludzkim życiu. Mini Dokot-Pikerowska stała się konkurencją dla Anny Marii-Wesołowskiej, a obozowicze nie mogą doczekać się kolejnego takiego seansu.

Na koniec, wszyscy żyli długo i szczęśliwie....

czwartek, 9 stycznia 2014

Niebezbieczny wyjazd do Niemiec + Zaproszenie

GAZETA: Dzień dobry.
HEKTOR MIL: Hej!
G: Skąd ten pomysł, żeby wywozić znajomych na obczyznę aż do Niemiec? Co tam jest takiego ciekawego, że przyciąga was praktycznie co roku?
H: Po prostu można oderwać się od codzienności. A do Nimiec dlatego, bo nam się tam spodobało jeszcze z czasów Obozu Mini.
G: A więc brakuje ci pomysłów (pieniędzy...) na ciekawsze wyprawy? W każdym razie tym razem wybraliście się tam zupełnie sami. Ale żeby nikt się was nie czepnął, wynajęliście opiekuna, pana sierżanta Olega Siergiejowa.
H: Lubimy tam jeździć. Poza tym, to nie twoja sprawa. Chcemy tam jeździć, i tyle. Mamy trzech opiekunów i większość z nas jest już pełnoletnia, więc nie potrzebujemy tysiąca opiekunów.
G: Podobno jeden z... obozowiczów? członków? Jeden z was podobno stracił nogę. Gdy to się stało, żaden z opiekunów czy też tych 'pełnoletnich' nawet nie zareagował (sierżant Siergiejow pewnie w dalszym ciągu o tym nie wie).Na kogo spłynie odpowiedzialność za ten tragiczny wypadek?
H: Tragiczny? Pan jest normalny? Opiekunowie byli odpowiedzialni za niepełnoletnich, a on jest pełnoletni, więc sam za siebie odpowiada. I mogę cie zapewnić, że wszyscy wiedzą o wypadku, bo nie jest on tajemnicą.
G: Masz rację, w Bywater jest o tym bardzo głośno, rodzice są zmartwieni i chcą, aby ich dzieci jak najszybciej wróciły do domu. W dodatku mają wątpliwości co do tego, w jaki sposób przejechaliście taką ogromną odległość. Większość z was ma prawo jazdy zaledwie od paru miesięcy i już zabiera pasażerów na taką drogę...
H: Kto niby? Wszyscy prowadzący mają prawo jazdy od conajmniej 2 lat. I jedziemy tylko przez Europę, resztę drogi pokonujemy statkiem. I rodzice swoich dzieci nie mają się co martwić. Dzieci wrócą do domu całe i zdrowe.
G: Podobno na waszym 'pokładzie' jest prostytutka. Gdy rodzice niektórych dzieci się o tym dowiedzieli wpadli w panikę i zaczęli się obawiać, że ich dzieci się zdemoralizują. Jak pan się z tego wytłumaczy? (w tle słychać Harrego Pottera rozmawiającego w mowie węży).
H: Nie mam informacji na temat prostytucji. Statek jest prywatny, więc nikt nieproszony u nie wejdzie.
G: Mówiąc na pokładzie, miałem na myśli, że z wami, w waszej grupie, obozie, czy czym wy tam jesteście. (w tyle słychać otwierającą się Komnatę Tajemnic).
H: Nie wydaje mi się aby którakolwiek z porządnych Bywaterek była prostytutką. To obraźliwe wobec tych młodych dziewcząt i kobiet.
G: A Sarhę Peterson pan kojarzy? Jak na wścibskiego dziennikarza to niewiele pan jak widać wie o ludziach. Sarah nie jest tym za kogo się podaje (już pewnie pana brat prędzej by to wyniuchał). Jest w dodatku o wiele starsza niż wygląda. Tak na prawdę nie przyjechała tu na żadne studia (nie zauważył pan, że nigdy jej nie ma na wykładach?), tylko żeby rozwijać swoją karierę. Czy pan sądzi, że ona chciała DORABIAĆ w Sezamkowej? To miała być jej stała praca, wręcz miejsce, gdzie mogłaby się 'realizować'. I w dodatku jest uzależniona od... (w tle słychać kroki w tunelu i obślizgłe pełzanie bazyliszka)... Sam Wiesz Czego. A jeśli kogoś molestowała, albo zgwałciła?
H: Znam ją, kręciła z Alexem. Raczej nie jest niebezpieczna. Wątpię, aby kogokolwiek zdemoralizowała lub zgwałciła czy molestowała. Mógłby pan zamknąć tę komnatę? Strasznie głośno z niej. Biegają czy co?
G: Ponoć oferowała panu 'nocne spotkania w łóżku'. Pan sądził, że to niespełniona tancerka? Ha ha... Ma pan rację, ona groźna nie jest. Gorzej z narkomanem i kryminalistą Mattem. Co on w ogóle z wami robi? Przecież jest znany jako niezależny samotnik, a tutaj podróżuje z bandą dzieciaków. Ktoś go zmusił, czy miał w tym jakiś interes? Może dziewczyna? Ucieczka przed prawem (słychać skrzecączy krzyk Sam Wiesz Kogo: "AWADA KEDAWRA" i wrzask Hermiony. Po chwili słychać krzyk Harrego: "EKSPERIALMUS!" i Rona "Koń na de pięć"). Przykro mi, nie mogę tego zamknąć, nie potrafię mówić w ich języku (Słychać nastrojowy głos Malfoja "Wingardium Lewiosa").
H: Matt jest z nami dobrowolnie, a Sarah nic nikomu nie proponowała.
G: W takim razie rozwiał pan moje wątpliwości. Mam nadzieję, że wyjazd należał do udanych. Życzę miłej podróży. Do widzenia.
H: Dziękujemy i do usłyszenia. Srodowego.

Niezbyt odpowiedzialny Hektor Mil zechciał udzielić GAZECIE wywiadu w nowym klubie Bywater, Hogwart. Jak widać, Hektor nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie mógł przynieść wyjazd. Opiekun - sierżant Oleg Siejgiejow, pojechał tam tylko, aby ludzie nie gadali. To rodzina Hektora, więc zapewne przymykał oczy na wiele spraw. A zapewne na wyjeździe miało miejsce wiele nieprzyzwoitych rzeczy. I zagrażających życiu - Hektor pozwolił, aby jego najlepszy przyjaciel stracił nogę. NAJLEPSZY PRZYJACIEL. Nogę. A pomyśleć tylko, co by się stało gdyby to był jakiś niewygodny dla Hektora członek klubu...

Przy okazji:

Zapraszamy wszystkich mieszkańców Bywater na oficjalne otwarcie klubu Hogwart na Przedmieściu. Wstęp wolny, tylko dla osób pełnoletnich, lub młodszych (od 15 lat) z opiekunem. Zachęcamy do przebrania się za czarodziejów, czarownice, trole, duchy bądź inne postaci ze słynnej sagi o Herrym Potterze! Na pewno będziecie się świetnie bawić do białego rana!

Uwaga!

ZAKAZ WSTĘPU MUGOLOM!


sobota, 3 sierpnia 2013

Tajemnicza policjantka

Postać Gynusi Nigdy zawsze skrywała wiele tajemnic. Jest ona barwną osobą, w przenośni i dosłownie, gdyż Gynusia znana jest ze swojego ekstrawaganckiego stylu: szaleńczo kolorowych ubrań i włosów, dziwnych fryzur, intensywnego makijażu i zamiłowania do pikseli. Na pierwszy rzut oka Gynusia wydaje się wesołą, pełną życia osobą, która uwielbia spędzać czas z innymi ludźmi. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej! Gynusia skrywa przed światem swoje prawdziwe oblicze, ukrywając się pod pstrokatymi strojami i mocnym makijażem, na ogół jest spokojna, ale bardzo łatwo popada w hiserię, agresję lub niepohamowaną radość. W dodadku jej imię, to tylko pseudonim. Gynusia uważa kobiety za gorsze od mężczyzn, ale za to siebie uważa za inną - tą lepszą. Świetnie odnajduje się w pracy policjantki - być może dlatego, że jest jedyną kobietą na posterunku. Jaka Gynusia jest na prawdę? Bardzo ciężko odpowiedzieć na to pytanie, zwłaszcza, że Gynusia niechętnie opowiada o sobie. Na szczęście dla GAZETY zrobiła mały wyjątek...

GAZETA: Dzień dobry.
GYNUSIA NIGDY: Gynusia? Nie udzielam wywiadu gazetom. Nie. Odmawiam odpowiedzi na pytanie. Bardzo. Hy... Dobra, od początku, udziele ci tego wywiadu, palancie.
G: Dzień dobry.
GN: Dzień dobry.
G: Do tej pory była pani jedyną policjantką na posterunku. Wkrótce ma to się zmienć. Cieszy się pani, że będzie więcej kobiet wśród stróżów prawa?
GN: Nie wiem. Kobiety są często zbyt delikatne, ja jestem troszeczke innym typem, bo ja byłam wychowywana z samymi braćmi i samymi facetami, i po prostu zawsze byłam mało... mniej... mmmm... więcej wytrzymuję niż normalna kobieta. Kobiety często żądają dużych zapłat, urlopów macierzyńskich, i te różne... kombinują...
G: Nie planuje pani rodziny?
GN: A co pana to interesuje?
G: Pytam się tak każdego...
GN: Po 40 albo 50, jak będę miała menopauzę. Wtedy będę tylko adoptować dzieci. Nie mam zamiaru rodzić! Jestem wysterylizowana. Ale nie jestem dziwicą.
G: Czuje się pani dobrze w towarzystwie samych mężczyzn?
GN: Bardzo.
G: Ma pani z nimi jakieś fantazje?
GN: Nie-e.
G: Flirtuje pani w pracy? Zdarza się pani wykorzystywać swoje kobiece wdzięki (na to słowo Gynusia schowała głowę w ramiona i wyglądało, jakby nie miała szyi, i zaczęła się histerycznie, gardłowo śmiać, zagłuszając reportera) do manipulowania współpracowników?
GN: Hyhyhyhyhy wdzięki! Hyhyhy....
G: Co się pani stało?
GN: Nie można się zaśmiać?
G: Odpowie pani na pytanie?
GN: Nie wiem. Ich musiałby się pan czy ja ich swoimi jakimiś wdziękami hipnotyzuję, czy co, ja w każdym bądź razie jestem w tej pracy twardą ręką (!?), nie ma żadnego cackania, macania, podrywów i tym podobnych, bo chodzę w MUNDURZE!Jestem policjantką, a nie...
G: Lubi pani swoją pracę?
GN: Bardzo.
G: Czuję sie pani do niej powołana, czy ma pani jakieś inne powody, dla których znalazła się pani w tym zawodzie?
GN: A, yh, uwielbiam tą pracę, jestem do niej powołana, tylko szkoda, że nie ma patroli ścigaczami. To moja, po prostu miłość. Ścigacze. Uwielbiam ścigacze.
G: Jest pani zajęta?
GN: Nie.
G: Poszukuje pani kogoś, czy dobrze się pani czuje jako singielka?
GN: Na razie dobrzę się czuję jako singielka, mówię, nie mam czasu na rodzinę i te sprawy. Mam wymagającą pracę.
G: A co z pani rzekomym mężem/kochankiem/chłopakiem, tak zwanym Dementorem?
GN: Nigdy nie powiedziałam, że to jest mój kochanek, bo to jest mój brat.
SŁUCHACZE W TLE: Y ha ha ha ha!!!
G: Ma pani jeszcze jakieś rodzeństwo?
GN: Mam, braci samych.
G: Pamięta pani ich imiona?
GN: Tak, ale to nie jest powód, żeby je zdradzać, jedyną osobą, która przebywa czasami w Bywater jest Dementor.
G: A gdzie pani pozostała rodzina zamieszkuje?
GN: W Serbii.
G: Dlaczego w Serbii?
GN: (z wyraźną furią) Bo się tam urodziłam!Sre. Ja zawsze byłam Serbką. (wygląda, jakby miała wybuchnąć ze złości) OD ZAWSZE!! Od urodzenia.
G: A skąd takie imiona, Gynusia, Dementor?
GN: To są psełdonimy (Gynusia wyraźnie powiedziała to przez Ł, a nie U)
G: Dlaczego nie używa pani swojego prawdziwego imienia?
GN: Bo jestem Gynusia Nigdy. A co ja mam na to odpowiedzieć?
JEDEN ZE SŁUCHACZY: Zaraz się zesram.
GN: To idź pan do kibla.
G: Do widzenia.
GN: Daj mi laptopa.

sobota, 20 kwietnia 2013

Nudny i agresywny szachista

Lou White, brat słynnego i lubianego Patricka White, dziedzica białych, jest zazdrosny o swojego brata. W wywiadzie jednak stara się temu zaprzeczyć...

GAZETA: Dzień dobry.
LOU WHITE: Dzień dobry. W domu. A gdzie miałem być?
G: Podobno jest pan ostatnio w depresji.
L: Ym. Nie jestem wcale w depresji. Po prostu mam TE dni, co miesiąc się zdarza, raz jest gorzej a raz lepiej. Bez przesady, nie mam zamiaru się z tego powodu ciąć ani płakać...
G: Podobno jest pan smutny, bo nie jest pan dziedzicem...
L: Prawdę mówiąc, nie chciałbym być. Co prawda fajnie byłoby założyć jakąś drugoplanową ligę, ale na dziedzica to ja się nie nadaję.
G: A z kim chciałby pan założyć tą ligę?
L: Nie wiem. Mówię, że bym mógł, a nie że chcę. No mówię że nie wiem! (patrzy się groźnie na redaktora i czyta poprzedni numer GAZETY).
G: Denerwuje pana wybór Patricka Elizabeth na dziedziczkę?
L: A ja mam pytanie: co ma oznaczać 'a więc'?
G: Słucham? Zadałem panu pytanie, czy denerwuje...
L: (agresywnie przerwya) Słyszałem! Tak, nie podoba mi się jego wybór. Patrick to robi po części, aby pokazać wszystkim jaką to on już ma władzę, że może mieć każdą dziewczynę...
G: A jak się pan o tym dowiedział?
L: Dzisiaj jest normalnie zimno (przykrywa się kocykiem)... W ogóle, skąd pan o tym wie? To jest tajemnica. Dowiedziałem się o tym na tajemniczym obiedzie. U nas w domu. W jadalni (podkreślił, że działo się to w jadalni, jakby nikt nie wiedział, gdzie je się obiady).
G: Podobno gdy Patrick to ogłosił, pan wyszedł z pokoju zapłakany...
L: Fakt, że wyszedłem, ale nie płakałem. Umiem trzymać emocje na wodzy. Po prostu bolał mnie brzuch.
G: To przez tą miesiączkę?
L: A nie może chłopaka raz w miesiącu boleć brzuch?
G: Czy pan kochał Elizabeth?
L: (toczy wewnętzrną walkę z samym sobą, ostatecznie zasypia. Po chwili budzi się i żąda:) Następne pytanie.
G: Kogo ma pan teraz na oku?
L: Raczej nikogo na razie. Nie rozumiem, to jest skromność, a nie brak pożądania.
G: Podobno uważa pan, ze pana kolego, Set Zoey, pana wykorzystuje.
L: Nie wiem pod jakim kątem (alfa, beta, gamma, delta...) miałby mnie wykorzystywać. Przecież nie jestem ani sławny, ani lubiany...
G: Jest pan zazdrosny o Seta?
L: Nie jestem. Mamy własne życia. jest moim jedynym kolegą... Słucham? Tak, tylko kolegą (mówiąc to ćwiczy swoje zwiotczałe mięśnie). Każdy mnie denerwuje czasami.
G: A co pan robi w Klubie Młodzieżowym?
L: Gdzieś tzreba się rozerwać, a nóż znajdę dziewczynę. Niech pan nic nie dopisuje. Albo niech pan napisze tak: Tam jest garstka moich znajomych, moje rodzeństwo... po prostu tam czuję się dobrze.
G: Dziękuję za wywiad.
L: (patrzy się na reportera jak na głupka, wzdycha). Y, proszę (z wyraźnym wymuszeniem. Wraca do czytania  Gazety).

Alex-syrena

Alex zaczął kumplować się z Setem i Lou. GAZETA chciała wyciągnąć od niego informacje, skąd taka przyjaźń, ale Alex nie chciał się zbytnio wypowiadać.
Co dziwne, zabrał na wywiad do restauracji swoją pościel i w momentach, gdy reporter zadawał trudne pytania, chował się tam, nurkując i udająć syrenę.

GAZETA: Dzień dobry.
ALEX MIL: O boże, nie chce mi się udzielać wywiadu, dajcie wy mi święty spokój (robi nogi na kształt rybiego ogona i nurkuje w pościeli. Nie oddycha)
G: Dlaczego pan się kumpluje z Setem i Lou?
A: (wynurza głowę) Nie kumam się z Lou, to sztywniak. A z Setem dla beki, fajnie się z nim czasem odwala. (wraca pod pościel)
G: Szuka pan sobie jakiejś dziewczyny?
A: Nie.
G: Podobno pana pseudo do Pedobear.
A: Do widzenia. (wychodzi, zostawiając pościel)

Cóż... Alex widocznie czuje się nie za dobrze...

Tenisista

Set Zoey - niegdyś sztywny tenisista, pośmiewisko ze względu na swoje imię i nazwisko, koleś, który był uważany za Don Juana, Kasanowę, teraz pokazuje swoje drugie oblicze. Czy lepsze?

Długi wywiad z Setem. Co się okazało? Że Set nie lubi ostrych dziewczyn, nieźle pojechał po swojej byłej, kocha Lou jak brata i... sami przeczytajcie.

GAZETA: Dzień dobry.
SET ZOEY: Hej.
G: Proszę mi powiedzieć, jak pani się nazywa.
S: Słucham? Jestem Set Zoey. I pan, nie pani.
G: Dlaczego pan nagl stał się ważny?
S: Nie wiem co mam rozumieć przez to pytanie. Ja dla siebie zawsze byłem ważny. Może chodzi panu o to, że stałem się sławny? Myślę, że to dzięki moim wynikom w tenisie, stałem się jedym z najleszych...
G: Nie chwal się. Chodzi o to, że jest o tobie głośno, ze względu na skandale.
S: Jakie skandale? Ja jestem skromny chłopak, stroniący od skandali.
G: Romanse?
S: Romanse? Chodzi panu o ten związek z Wandą?
G: Oczekuje na więcej szczegółów.
S: Eh... Fakt, to może być uznawane za skandal, ja taki stary, ona taka młoda. Ale przyznam: byłem z nią,  bo mi się podobała. Teraz jednak doszedłem do wniosku, że była za chuda. Nie lubię takich chudzielców. Do tej pory mam siniaki po przytulaniu z nią.
G: A zaszło między wami coś więcej niż przytulanie?
S: No, całowaliśmy się (wybucha tubalnym śmiechem, dumny ze swojej 'riposty'). Nie żartuje (wciąż się trzęsie ze śmiechu). Znaczy całowaliśmy się, czasami całkiem tak na serio. W sumie ten związek tylko czasami był na serio.
G: Czy zaszło między wami coś więcej niż tylko całowanie?
S: Do czego pan drąży? Chce pan usłyszeć, czy wylądowałem z nią w łóżku? Owszem, ale spaliśmy. U niej w domu, miałem takiego stracha, że omal się nie zlałem. Żartuję, nie pisz tego, bo będą ploty.
G: A więc Wanda jest wciąż dziewicą a pan prawiczkiem?
S: Nie wiem jak tam z nią, nie gadaliśmy na te tematy. Wanda to takie dziecko, sam pan przyzna. Może ona nawet nigdy nie widziała... Heh, no wie pan o czym myślę.
G: O pornosach?
S: To też, zresztą, kto tam. wie. Myślałem o tym czymś na żywo (chichra). Czymś co ja mam...
G: (przerywa) A jak pan wspomina związek z Wandą?
S: No, fajną była dziewczyną, bo była mi podporządkowana. Znaczy, nie to, że jakoś ją wykorzystywałem czy coś, ale lubię, jak dziewczyny mnie traktują jako swojego... No takiego kogoś, przy kim mogą czuć się bezpiecznie. Że to ja muszę o nie dbać i w ogóle.
G: Czyli nie lubisz 'silnych dziewczyn'?
S: No...
G: Margaret Thatcher nie była by dobrą partią dla pana.
S: Co pan pieprzy?!
G: Proszę się wyrażać.
S: Przepraszam, zaksoczyło mnie to. Ale fakt, wolę, jak dziewczyna jest dziewczyną, a nie chłopem w damskiej skórze. Ma być delikatna, czuła, opiekuńcza, ale za razem wymagająca mojej opieki.
G: Czyli Vanessa Forester Van?
S: Nie mówię o konkretnych przykładach. To taki mój jakby ideał.
G: A podobno pan lubi ostre laski, które lubią ostrą jazdę.
S: Ahaha, w życiu z taką laską nie byłem i nie przeżyłem ostrej jazdy, co kolwiek to znaczy.
G: Podobno był pan kiedyś z Elizą Loską.
S: Hm.. no mieliśmy jakieś tam spotkanie, gadaliśmy, poprzytulaliśmy się.. Właściwie to krążą plotki, że ze sobą byliśmy. Ale to nie prawda, Ona przyszła do mnie, do swojego dawnego kolego z dzieciństwa, żeby się wypłakać, bo jakiś chłopak co się jej podobał, pojawił się w Krypcie z inną. Bardzo to przeżyła, a ja ją pocieszałem. No i się przytulaliśmy publicznie, jakiś debil w cylindrze i z pomalowaną na zielono skórą podlazł i zrobił nam zdjęcia i na drugi dzień wszysycy ploty, że my niby ze sobą byliśmy.
G: Hm... A więc nic między wami nie zaszło?
S: Nie.
G: A co z Alyson Forester?
S: Nie wiem co. A co ma być? Może kiedyś ją bajerowałem dla beki, teraz też to w sumie robię, bo się niby we mnie buja, to chcę robić jej nadzieje.
G: A więc pan jest bez serca.
S: Nie, bez przesady. No może źle powiedziałem..Znaczy, nic do niej nie mam. Tylko, jak już mówiłem, nie lubię takich dziewczyn. Poza tym ona jest zbyt pewna siebie, myśli, że będzie miała wszystko co tylko zechce. W tym mnie.
G: Alyson już podobno ma chłopaka...
KIA SEVEN: KAJLA!! (płacze)
S: No coś słyszałem. Kryminalistę (śmieje się ironicznie). Chcesz chusteczkę?
K: Tak.
S: (szuka w kieszeni chusteczki)... Hm... Ma pan chusteczkę?
G: (szuka w kieszeni chusteczki. wyciąga całą paczkę, przygląda jej się, chowa z powrotem) Nie.
S: Przecież pan miał.
K: Już nie chcę, wysmarkałam się w obróz (pokazuje smarki na obrusie, który leżał na stole, przy którym rozmawialiśmy. Ochodzi).
S: U.... A mówią że ja to świnia...
G: Przesiądźmy się.
S: A kiedy koniec?
G: Jeszcze mam parę pytań.
(Reporter Gazety i Set przesiadają się do innego stolika).
S: To niech pan się pośpieszy, bo mam trening o 12.
G: Ma pan osiem minut, to bardzo dużo.
S: Niech pan nie przedłuża.
G: A więc, niech pan mi opowie o pana manierach.
S: Manierach? To znaczy jak się zachowuję przy stole i czy puszczam babcie w autobusie?
G: Podobno je pan jak świnia i jest zawsze brudny.
S: Raz się pobrudziłem...
G: ...dwa...
S: ... i od razu że jestem świnia. To były przypadki.
G: Wiele dziewczym uważa, że pan nie dba o siebie, nie m pralki... I czego byliśmy świadkami, nie nosi pan chusteczek.
S: Bo zostawiłem w drugiej kurtce.
G: Wrzucił pan kurtkę do prania z chusteczkami?
S: Nie wrzuciłem jej jeszcze do prania, czeka w koszu aż się nazbiera reszta.
G: Znając pana, pewnie to nie potrwa długo...
S: (zdenerwowany) Możemy podgadać o czymś innym?
G: A więc, kim jest dla pana Lou White.
S: Lou? Mój najlepszy przyjaciel. Nie pamiętam, jak długo się znamy, ale lubię go. Jest fajny. Można z nim pogadać, zna się na rzeczy. Moze czasami zachowuje się jak dziewczyna, płacze, obraża się... Ale ogólnie jest fajny. W sumie, to dziewczyny mu niszczą psychikę. Gdyby nie ja, to pewnie by się załamał.
G: Podobno pan się z niego nabija i jest z nim tylko dla szpanu.
S: Szpanu? (śmieje się). Bez komentarza. Lou jest moim przyjacielem, może czasami wygląda jakbym się z niego nabijał, ale ja tylko... no nie wiem. Nie chcę się z niego nabijać celowo, może to się dzieje przypadkiem, czy cos.... Ja go kocham jak brata, a wiadomo, że nawet bracia się czasami kłócą.
G: A Alex Mil?
S: Przybłędał się do nas kiedyś, i teraz szwędamy się we trójkę. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
G: Lou jest podobno o niego zazdrosny...
S: O jaaa.... Nie ma podstaw. Może i jest czasami beka z tym Alexem, ale to ogólnie taki samotnik. Lubi chodzić własnymi ścieżkami... (po namyśle) jak kot.
G: Dziękuję za wywiad.
S: Proszę. Dwunasta! Spóźniłem się! Dzięki... (strzela focha na redaktora).
G: Do widzenia.
S: Ale pan miły.....

Klub młodzieżowy

Hektor Mil nie odpuści, jeśli nie zbierze całej młodzieży Bywater i nie będzie nimi rządził. To urodzony przywódca, najbardziej lubi robić ze swoich poddanych idiotów i zmuszać ich do rzeczy, które go podniecają. Co się jednak okazuje, Hektor nie jest taki zły, bo dla niektórych VIPów stosuje ulgi (czym naraża się innym). Co tym razem wymyślił?
Założył Klub Młodzieżowy. Klub jest w pełni zorganizowany, klubowicze mają swoją bazę za miastem, gdzie spotykają się na tajnych spotkaniach. Na tych spotkaniach bawią się w to, co im Hektor wymyśli, a są to zazwyczaj gry w stylu butelki, prawdy czy wyzwanie, czy sondy o to , kto jest najładniejszy. To takie niegroźne zabawy, czasami jednak dochodzi do takich: randki w ciemno, zamykanie wylosowanych par w pokoju, gdzie jest łóżko, całowanie bez ubrań, macanie, a wreszcie obiad. Skąd takie pomysły? Hektor tak to tłumaczy: "My teraz jesteśmy za grzeczni. Musimy się jakoś rozerwać. Teraz każdy ma chłopaka/dziewczynę i jest mu wierny. I tak jest nudno!". Hektor chyba zapomniał, że sam nalezy do tych grzeczniejszych, co są wierni swojej drugiej półówce.
Co się jednak okazuje? Klubowicze zgadzają się na większość pomysłów Hektora, i całkiem aktywnie biorą w nich udział. A co jest jeszcze dziwniejsze: gdy jakaś dziewczyna musi pocałować chłopaka (tylko nie swojego), to ona to robi, a jej chłopak praktycznie na to nie reaguje! Chyba Hektor powoli osiąga swój sukces, jakim jest demoralizacja młodych bywaterczyków.